Przyziemni herosi
Recenzja serialu: „Latarnie”, scen. Chris Mundy, Damon Lindelof, Tom King
W uniwersum DC Comics Korpus Zielonych Latarni to międzygalaktyczna formacja strzegąca porządku w kosmosie. Elita najodważniejszych wojowników, czerpiących siłę z pierścieni zasilanych mocą planety Oa, gotowych do walki ze złem zdolnym unicestwiać całe układy planetarne. Serialowe „Latarnie” niemal całkowicie rezygnują z tej mitologii. Zamiast podróży międzygwiezdnych i spektakularnych przygód – mozolne dochodzenie prowadzone w zapyziałym miasteczku pośrodku Nebraski. Hal Jordan (świetny Kyle Chandler), pierwsza ziemska Zielona Latarnia, dni chwały ma już dawno za sobą. Jest znużony i sfatygowany, choć wciąż, nieco bezpodstawnie, wierzy w swój urok i nieomylność. Wraz ze swoim potencjalnym następcą Johnem Stewartem (Aaron Pierre) prowadzi śledztwo w sprawie śmierci czterech osób. Co prawda nie mają uprawnień policji, lecz Jordan podejrzewa, że ofiary były ukrywającymi się na Ziemi kosmitami, więc to sprawa dla Zielonych Latarni. Szybko się okazuje, że wcale się nie mylił, ale jego akcje będą miały poważne konsekwencje.
Latarnie, twórcy serialu: Chris Mundy, Damon Lindelof, Tom King, 8 odc., HBO Max