Ostatniego zjedzą mrówki
Recenzja serialu: „Sto lat samotności cz. 2”, scen. Alex Garcia Lopez
Pokazane przed dwoma laty pierwsze osiem odcinków ekranizacji „Stu lat samotności” dowodziło, że synowie zmarłego 12 lat temu Gabriela Garcíi Márqueza podjęli słuszną decyzję, wchodząc we współpracę z Netflixem przy ekranizacji dzieła ojca. Opublikowana w 1967 r. najgłośniejsza powieść iberoamerykańska, modelowa przedstawicielka nurtu realizmu magicznego, otrzymała godny odpowiednik na ekranie. Serial powstawał w Kolumbii, został zrealizowany z epickim rozmachem, lokalnymi siłami, z szacunkiem dla tutejszej kultury i rzemiosła. Drugi sezon zachowuje walory pierwszego, choć to już opowieść o schyłku Macondo i jego twórców, rodu Buendía, który w kolejnych pokoleniach wydawał na świat wizjonerów i szaleńców (obu płci).
Sto lat samotności cz. 2, 8 odc., Netflix