Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Teatr

Fredro w barze pod Kielcami

Recenzja spektaklu: "Nocleg w Apeninach", reż. Michał Zadara

Spektakl sprawia wrażenie, jakby został zrobiony w pośpiechu

Po rocznym milczeniu Michał Zadara wraca do pracy. Zaczął zrealizowanym w szczecińskim Teatrze Współczesnym „Noclegiem w Apeninach” – rzadko wystawianą operetką Aleksandra Fredry. Oryginalną muzykę skomponował Stanisław Moniuszko, współczesną, będącą brudną, surową wariacją na temat piosenek dansingowych – lider zespołu Pogodno Jacek „Budyń” Szymkiewicz. Akcja „Noclegu” opiera się na starym jak teatr schemacie: młoda nieszczęsna dziewczyna trafia w łapy starego faceta, ale zakochuje się w niej młody chłopak i razem pokonują starego, a wszystko wieńczy ślub. Fredro ten schemat nasycił dużą dawką goryczy, pokazując ubezwłasnowolnienie kobiety, jej przechodzenie z jednych męskich rąk do drugich. Tym tropem poszedł Zadara, tworząc nowy gatunek – operetkę interwencyjną.

Miejscem akcji jest naturalistycznie odtworzony przydrożny bar (ponoć skopiowano model spod Kielc), z typową dla takich miejsc ludzką menażerią: barmanka – typ królowej przedmieścia po przejściach, podstarzała ćma barowa, dresiarze, jakieś skłócone małżeństwo, kapela grająca do kotleta (w roli muzyków aktorzy). Generalnie: znużone życiem, samotne kobiety i żałośni, ordynarni faceci klepiący je po tyłkach. Bezwolna Rozyna przechodzić będzie z rąk do rąk, co z tego, skoro wszystkie są takie same. Wszystko to nie jest pozbawione sensu, problem w tym, że po drodze znikła gdzieś Fredrowska (i operetkowa) lekkość, która w zestawieniu z ciężkim tematem robiłaby większe wrażenie niż banał życia banalnie przedstawiony. Do tego spektakl sprawia wrażenie, jakby został zrobiony w pośpiechu, bez dbałości o szczegóły i bez pracy z aktorem.

 

Polityka 45.2009 (2730) z dnia 07.11.2009; Kultura; s. 53
Oryginalny tytuł tekstu: "Fredro w barze pod Kielcami"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną