Teatr

Starzec i dziewczyna

Recenzja spektaklu: "Szkoła żon", reż. Jacques Lassalle

Andrzej Seweryn w roli Arnolfa Andrzej Seweryn w roli Arnolfa Paweł Kula / PAP
Jaki jest sens tego trzygodzinnego seansu teatralnej nudy?

Inscenizacją „Szkoły żon” Moliera Teatr Polski powraca do swojego stylu wystawiania klasyki à la paryska Comedie Française – kostiumowo, ponadczasowo, bombastycznie i bez poczucia humoru. Molier w rękach dawnego reżysera paryskiej sceny Jacquesa Lassalle’a i jej niedawnego aktora Andrzeja Seweryna w głównej roli Arnolfa, hodowcy żony idealnej, przypomina tych salonowych nudziarzy, którzy straszą towarzystwo powtarzanymi w nieskończoność dykteryjkami z zamierzchłej przeszłości. Czy grana ciężko, tonąca w popisach retoryki, historyjka o starcu, który trzyma w zamknięciu ubezwłasnowolnioną dziewczynę, ma być nawiązaniem do sprawy Josefa Fritzla, który latami więził i gwałcił córkę? Część widzów klaskała w momentach wygłaszania najmniej poprawnych politycznie kwestii, więc może cały spektakl był jednak prowokacją? A może dydaktyczną opowieścią o potędze wykształcenia, bo tylko wiedza da kobiecie niezależność? Albo studium szaleństwa z miłości, i to dosłownego, bo Arnolf Seweryna na koniec naprawdę szaleje? Wszystko to są hipotezy, które przychodzą do głowy zdesperowanemu widzowi, próbującemu sobie racjonalnie wytłumaczyć sens tego trzygodzinnego seansu teatralnej nudy, którego doświadczył (pewnie nie po raz ostatni) w Polskim.

Molier, Szkoła żon, reż. Jacques Lassalle, Teatr Polski w Warszawie

Polityka 44.2011 (2831) z dnia 26.10.2011; Afisz. Premiery; s. 69
Oryginalny tytuł tekstu: "Starzec i dziewczyna"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Układ się rozpada. Spowiedź byłego doradcy Morawieckiego

Tomasz Krawczyk, były doradca Lecha Kaczyńskiego i Mateusza Morawieckiego, o nadziejach i złudzeniach ludzi PiS.

Rafał Kalukin
03.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną