Recenzja spektaklu: "Progressive. Eliminacje", reż. Zbigniew Zamachowski

Talent czy show?
Z opowieści o tzw. talent show, które rozpleniły się w telewizyjnych stacjach, można zrobić niemal wszystko: komedię i tragedię, melodramat i farsę, rzecz demaskatorską i rzecz psychologiczno-obyczajową.
Zbigniew Zamachowski, Katarzyna Groniec i Paweł Królikowski jako jurorzy.
Justyna Rojek/EAST NEWS

Zbigniew Zamachowski, Katarzyna Groniec i Paweł Królikowski jako jurorzy.

Autorka tekstu „Progressive. Eliminacje” Dorota Czupkiewicz-Kassjanowicz sprawę potraktowała dość stereotypowo, skupiając się na konfrontacji dwóch światów. Z jednej więc strony mamy jurorów – celebrytów, skoncentrowanych na własnym ego i karierze, doskonale znających mechanizmy rządzące tym światem. W tych rolach stare sceniczne wygi (Katarzyna Groniec, Paweł Królikowski i Zbigniew Zamachowski) radzą sobie – o co nietrudno – wyśmienicie. A po drugiej stronie utalentowana acz naiwna i pełna idealizmu kandydatka do kariery, śpiewająca songi jakby żywcem wyjęte z Przeglądu Piosenki Aktorskiej sprzed 20 lat (Aleksandra Długosz). Niemająca żadnych szans w tym starciu: i jako bohaterka, i jako aktorka. A jednak – co mało przekonujące – duchowo wychodzi z tego nierównego pojedynku zwycięzcą.

Jest tu trochę ciekawych obserwacji i trafnych puent, ale generalnie nie dowiadujemy się o tym świecie show-biznesu niczego nowego. A może o to chodziło, by pokazać, że tam nic ciekawego nie ma?

 

Progressive. Eliminacje, reż. Zbigniew Zamachowski, Nova Scena Roma w Warszawie

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną