Recenzja spektaklu: "Szalona lokomotywa", reż. Michał Zadara

Szalony pęd
Strona techniczna godzinnego widowiska tak pochłonęła twórców, że nie wystarczyło czasu na zastanowienie się nad sensem całej zabawy.
Od lewej: Maciej Pesta, Karolina Adamczyk i Mateusz Łasowski porwani pędem szalonej lokomotywy.
Tytus Żmijewski/PAP

Od lewej: Maciej Pesta, Karolina Adamczyk i Mateusz Łasowski porwani pędem szalonej lokomotywy.

Technicznie wszystko jest na medal, co nie dziwi, skoro za bydgoskim widowiskiem stoją wybitni twórcy: scenograf Robert Rumas, kompozytor Jan Duszyński, autor ścieżki dźwiękowej m.in. do „Pokłosia” Władysława Pasikowskiego, czy Artur Sienicki, operator kamery w „Obławie” Marcina Krzyształowicza. W roli opisanego przez Witkacego kinematografu wystąpiła kamerka umieszczona w elektrycznej kolejce przemierzającej przez większą część spektaklu scenę. Transmituje na umieszczone na scenie ekrany obrazy „zza okien pociągu”. Rytm transmisji odpowiada zmieniającej się prędkości pociągu: na przemian przyspiesza i zwalnia, by w końcówce spektaklu mknąć ku katastrofie. Podłączone do kolejki samplery przenoszą zmieniającą się prędkość pociągu na warstwę muzyczną spektaklu i decydują o tempie, w jakim aktorzy podają tekst i w jakim rozgrywane są kolejne sceny. Końcowa katastrofa pociągu pokazana jest zaś w formie wyświetlanego na ekranie niezwykle naturalistycznego, kręconego w wagonie na kolejowej bocznicy filmu, który przywodzi na myśl telewizyjne obrazy z katastrofy pociągu pod Szczekocinami czy nawet katastrofy samolotu pod Smoleńskiem.

Kłopot w tym, że strona techniczna godzinnego widowiska tak pochłonęła twórców, że nie wystarczyło czasu na zastanowienie się nad sensem całej zabawy. Oczywiste dziś i powierzchowne (choć naszpikowane pseudofilozofią) dywagacje Witkacego nad techniką, która zmienia człowieka, uzależnia (tak w 1923 r., jak i dziś) i może doprowadzić do zguby, to zdecydowanie za mało nawet jak na godzinne przedstawienie. Zadara z kolegami zachowali się jak bohaterowie spektaklu: dwóch maszynistów i narzeczona jednego z nich, którzy tak podekscytowali się szaloną mocą lokomotywy, że pędzą nią na zatracenie, dla samego pędu.

 

Stanisław Ignacy Witkiewicz, Szalona lokomotywa, reż. Michał Zadara, Teatr Polski w Bydgoszczy

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną