Recenzja spektaklu: "Qudsja Zaher", reż. Eimuntas Nekrošius

Opera z dna morskiego
Wizja litewskiego reżysera i jego współpracowników zamiast wyjaśniać, mocno komplikuje.
Damian Konieczek (Przewoźnik) i Andrzej Niemirski (Nauczyciel).
Danuta Matłoch/Reporter

Damian Konieczek (Przewoźnik) i Andrzej Niemirski (Nauczyciel).

Trudno przyznać punktową ocenę temu spektaklowi. Muzyce (pod znakomitą dyrekcją Wojciecha Michniewskiego) dałabym pięć punktów, libretto uzyskałoby zaledwie trzy, reżyserii zaś ocenić nie jestem w stanie – gdyby oglądać ją jak obraz, byłaby interesująca, natomiast z pozostałymi warstwami nie bardzo się łączy. O ogólnej ocenie decyduje więc właśnie niespójność tego, co przedstawiono w Operze Narodowej. Treść pierwszej opery Pawła Szymańskiego, najwybitniejszego kompozytora swego pokolenia, jest nader enigmatyczna. Ze statku pełnego uchodźców do morza skacze Afganka, tytułowa Qudsja Zaher (wspaniała Olga Pasiecznik, dla której ta rola była pisana), i trafia w towarzystwo innych podobnych jej nieszczęśników, po czym zostaje jej uświadomione, że była tam już wcześniej jako Islandka Astrid, także postać skrajnie nieszczęśliwa.

To najprostszy skrót libretta. Jego autorem jest wybitny reżyser filmów dokumentalnych Maciej Drygas, który najwidoczniej nie ma powołania librecisty – gmatwa się ono w sztucznych paralelach i niezgrabnie archaizującym języku. Wizja litewskiego reżysera i jego współpracowników zamiast wyjaśniać, mocno komplikuje. Bardzo szkoda – zwłaszcza że czekaliśmy na to dzieło 14 lat od czasu jego zamówienia przez Operę Narodową i 8 lat od jego ukończenia.

 

Paweł Szymański, Qudsja Zaher, reż. Eimuntas Nekrošius, Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną