Teatr

Popkulturowy mit miłości

Recenzja spektaklu: "Romeo i Julia", reż. Grażyna Kania

Współcześni Romeo (Jacek Beler) i Julia (Katarzyna Maria Zielińska). Współcześni Romeo (Jacek Beler) i Julia (Katarzyna Maria Zielińska). Jacek Domiński / Reporter
Akcja spektaklu toczy się w światku przesiąkniętym przemocą, tu naszkicowanym minimalistycznymi środkami, ale z modną nutką nostalgii i odrobiną campowego przerysowania.

Na i wokół wielkiej kanapy pod monstrualnym neonem z napisem LOVE toczy się w Powszechnym opowieść o równie wielkim, popkulturowym micie idealnego uczucia, który od ponad czterystu lat, jakie minęły od premiery „Romea i Julii”, kształtuje obraz miłości w kolejnych pokoleniach. Aktorzy drzemią na kanapie, by w odpowiednim momencie wcielić się w role bohaterów miłosnej tragedii wszech czasów i zagrać je z komicznym przerysowaniem, bezradni wobec podkręconego przez popkulturę mitu, który stał się zbyt wielki, by móc podejść do niego bez zbroi ironii. Po wykonaniu zadania zmęczeni ponownie wpadają w letarg. To też obraz człowieka, który ma poczucie, że żyje tylko wtedy, gdy kocha. Miłość, najlepiej wielka, szalona i nieszczęśliwa, jest remedium na szarą codzienność.

„Romeo i Julia” Grażyny Kani odwołuje się do hitowej ekranizacji Baza Luhrmanna z 1996 r., z Leonardo DiCaprio i Claire Danes. Akcja spektaklu toczy się w światku przesiąkniętym przemocą, tu naszkicowanym minimalistycznymi środkami, ale z modną nutką nostalgii i odrobiną campowego przerysowania. Młodzi – świetni Jacek Beler i Katarzyna Maria Zielińska – są atrakcyjni, energetyczni, zbuntowani i zarażeni śmiercią. Capuletti (Mariusz Benoit) i Montecchi (Kazimierz Kaczor) to gangsterzy w mikroskali, którzy dając przykład swoim rodom, sami biorą się za bary, ich żony zaś mają rys almodovarowskich „kobiet na skraju załamania nerwowego”. Merkucjo Sławomira Packa podśpiewuje: „Znowu mam doła, znów pragnę śmierci” Tymona i Kur, co jest zarówno ironicznym komentarzem do napadów melancholii Romea, jak i do własnych emocji. Z wrogiem, Tybaltem (Aleksandra Bożek), łączy go rodzaj erotycznego przyciągania, które może się spełnić tylko poprzez walkę i śmierć. Niania Julii (Eliza Borowska) jest tyleż frywolna, co sarkastyczna i smutna. Ona już nie czeka na miłość.

 

William Szekspir, Romeo i Julia, reż. Grażyna Kania, Teatr Powszechny w Warszawie

Polityka 24.2013 (2911) z dnia 11.06.2013; Afisz. Premiery; s. 67
Oryginalny tytuł tekstu: "Popkulturowy mit miłości"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

„Motel Polska”, czyli perwersyjna propaganda PiS

O nie, „Motel Polska” to nie jest produkcja żenująca. Nie jest obciachem, popisem złego gustu i amatorszczyzny. To produkt jak najbardziej przemyślany, diablo przewrotny i wyrachowany.

Jan Hartman
01.12.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną