Recenzja spektaklu: „Ich czworo", reż. Jerzy Stuhr

Dydaktycznie i nudno
Jest moralizatorsko, gwiazdorsko i nudnawo.
Jerzy Stuhr: reżyseruje i interpretuje.
Jakub Ostałowski/Forum

Jerzy Stuhr: reżyseruje i interpretuje.

Dobra wiadomość jest taka, że Jerzy Stuhr już w pełni odzyskał siły po ciężkiej chorobie. Zła zaś taka, że jednocześnie nie odzyskał poczucia humoru i dystansu do siebie. Moralistą i samozwańczym nauczycielem jest od jakiegoś czasu w kręconych przez siebie filmach, w wywiadach, a teraz także na scenie. W „Ich czworo” wkracza na scenę przed rozpoczęciem spektaklu i po jego zakończeniu, by ochronić widzów przed jakąś nieopatrzną własną interpretacją przedstawienia. Niepotrzebnie. Jedyna słuszna i tak bije z każdej sceny spektaklu i brzmi: ofiarami rozpadu małżeństw są dzieci. Stuhr gra safandułowatego profesora męczącego się w nieudanym małżeństwie z niezbyt mądrą, lecz sprytną żonką, graną nieco przesadnie, ale i uroczo przez Sonię Bohosiewicz. Małżonkowie zadręczają siebie nawzajem i małoletnią córkę, ale związek się rozpada dopiero, gdy mąż odkrywa romans żony z niebieskim ptakiem (zabawny Tomasz Kot). Sztuka Zapolskiej, w swoim czasie (1907 r.) rewolucyjna w szczerym nazywaniu problemów życia społecznego, dziś jest zwietrzałą ramotką z całym przedwojennym entourage’em służących, cierpliwych ciepłych wdówek i wyrachowanych panien czyhających na cudzego męża. Inscenizacja Stuhra tylko te mankamenty tekstu uwydatnia. Jest moralizatorsko, gwiazdorsko i nudnawo.

 

Gabriela Zapolska, Ich czworo, reż. Jerzy Stuhr, Teatr Polonia w Warszawie

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną