Teatr

W bańce

Recenzja spektaklu: „Sonata widm”, reż. Markus Öhrn

Scena ze spektaklu „Sonata widm” w reżyserii Marcusa Ohrna. Scena ze spektaklu „Sonata widm” w reżyserii Marcusa Ohrna. Magda Hueckel / materiały prasowe
Reżyser, obserwator z zewnątrz, swoje mocne diagnozy owija w bawełnę: mnoży dystans, cudzysłowy, nawiasy, przez co spektakl męczy, jednocześnie pozostawia chłodnym.

Dużo się ostatnio pisze o bańkach – o zamykaniu się w grupach ludzi myślących podobnie, co utrudnia spojrzenie na rzeczywistość z innej niż własna perspektywy. Twórca ze Szwecji Markus Öhrn potraktował metaforę dosłownie – bohaterowie „Sonaty widm” noszą olbrzymie głowy z papier mâché, które zawężają ich świat do własnych myśli. Ale to zamknięcie we własnej głowie to także cena, jaką bohaterowie sztuki płacą za awans społeczny. Rewersem zmiany tożsamości jest strach przed upadkiem, przed – niejako – demaskacją, pokrywany poczuciem wyższości czy agresją.

August Strindberg, Sonata widm, reż. Markus Öhrn, Nowy Teatr w Warszawie

Polityka 5.2017 (3096) z dnia 31.01.2017; Afisz. Premiery; s. 69
Oryginalny tytuł tekstu: "W bańce"

Czytaj także

Kraj

Jedni śpiewali – drudzy donosili

Jak powiedział pewien przyjaciel poety, „Mamy przed sobą dwa oblicza tej samej Rosji, jedno tworzy i śpiewa, drugie buduje i donosi”.

Daniel Passent
19.01.2021