Recenzja spektaklu: „Ognisty anioł”, reż. Mariusz Treliński

Prokofiew obsesyjny
To prawdziwe odkrycie. Nie znaliśmy dotąd (z wyjątkiem jednego wystawienia w Poznaniu w latach 80.) tej mrocznej twarzy Prokofiewa.
„Ognisty anioł”, reż. Mariusz Treliński
Krzysztof Bieliński/materiały prasowe

„Ognisty anioł”, reż. Mariusz Treliński

To prawdziwe odkrycie. Nie znaliśmy dotąd (z wyjątkiem jednego wystawienia w Poznaniu w latach 80.) tej mrocznej twarzy Prokofiewa. Przeciętnemu słuchaczowi ów kompozytor kojarzyć się może z przekorą, kąśliwością i humorem albo też z ciepłym liryzmem baletu „Romeo i Julia”. „Ognisty anioł” to opowieść osnuta na tle powieści Walerija Briusowa, której bohaterką jest kobieta nawiedzona. Dosłownie uważa ona, że od dzieciństwa nawiedza ją ognisty anioł. Próbuje go później szukać w innych mężczyznach, a swoją obsesją doprowadza się do zguby, wcześniej niszcząc życie innym na swej drodze. Ta obsesyjność i męka oddana jest w muzyce niezwykle sugestywnie. To dzieło bardzo trudne wykonawczo.

Siergiej Prokofiew, Ognisty anioł, reż. Mariusz Treliński, Teatr Wielki – Opera Narodowa

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj