Teatr

Męska Europa na kozetce

Recenzja spektaklu: „Serotonina”, reż. Paweł Miśkiewicz

„Serotonina”, reż. Paweł Miśkiewicz „Serotonina”, reż. Paweł Miśkiewicz Tomasz Jastrzębowski / Reporter
Przejmujące, ale też wymagające sporej cierpliwości.

Inscenizacja najnowszego hitu największej gwiazdy współczesnej francuskiej literatury najciekawsza nie jest ani wtedy, gdy wiernie do bólu relacjonuje tyrady głównego bohatera – agronoma impotenta w depresji, ani gdy z nich – ustami kobiet jego życia – kpi („Penis nie staje? Świetny temat na książkę”). Tylko wtedy, gdy każe bohaterom rozprawiać na temat polityki rolnej Unii Europejskiej przegrywającej w starciu z globalną konkurencją, współczesnej hodowli krów i desperacji rolników (po premierze książki uznano, że Houellebecq przewidział protesty żółtych kamizelek). Jednak sceny na francuskiej prowincji, ze świetną kreacją Krzysztofa Zarzeckiego jako boksującego się z beznadziejną sytuacją farmera, potomka arystokratycznego rodu, który traci sens życia, rodzinę i majątek, to druga część trzygodzinnego przedstawienia. Zanim do nich dotrzemy, wysłuchamy przesyconego narcyzmem smędzenia Claude-Florenta Labrouste’a (Marcin Czarnik i Roman Gancarczyk), m.in. o strasznym zakazie palenia w hotelach czy niedostatkach urody cipek kochanek. Dłuży się to niemiłosiernie, choć wspomniane kochanki – Halina Rasiakówna, Sonia Roszczuk, Marta Zięba i Dominika Biernat – wnoszą na scenę trochę życiodajnego sarkazmu i dystansu. Aktorstwo jest zresztą najmocniejszą stroną spektaklu – zaciąg z krakowskiego Starego, wrocławskiego Polskiego oraz tutejsi, w tym Robert Wasiewicz w roli psychiatry w depresji, dają prawdziwy koncert. Przejmujące, ale też wymagające sporej cierpliwości.

Michel Houellebecq, Serotonina, reż. Paweł Miśkiewicz, Studio Teatrgaleria w Warszawie

Polityka 2.2020 (3243) z dnia 07.01.2020; Afisz. Premiery; s. 71
Oryginalny tytuł tekstu: "Męska Europa na kozetce"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Nauki mistrza Kongfuzi

Chiński komunizm chciał odesłać nauki mistrza Kongfuzi na śmietnik historii, ale sam schodzi ze sceny. Za to autorzy azjatyckiego cudu gospodarczego chętnie kłaniają się duchowi Konfucjusza.

Adam Szostkiewicz
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną