Teatr

Z perspektywy ślimaka

Recenzja spektaklu: „Woyzeck”, reż. Piotr Cieplak

„Woyzeck”, reż. Piotr Cieplak „Woyzeck”, reż. Piotr Cieplak Jacek Domiński / Reporter
Całość ma wymiar tortury, którą można śmiało porównać z przymusowym seansem telewizji narodowej.

Piotr Cieplak ujął dramat Büchnera z 1837 r. w dwie klamry. Pierwsza to teatr, a może bardziej słuchowisko – aktorzy w codziennych ubraniach czytają do mikrofonu fragment sztuki. Reżyser, młody chłopak, który nagrywa ich głosy na laptopa, nie jest zadowolony, czytają zbyt teatralnie, prosi o bardziej luźną interpretację, jak rozmowa kumpli. Drugą klamrą jest baśń Andersena „Szczęśliwa rodzina”, recytowana przez Babcię (Sławomira Łozińska), o ślimakach i ich ślimaczych teoriach na temat świata i własnego przeznaczenia. Pierwsza osadza romantyczny dramat w naszym, widzów i aktorów, tu i teraz. Druga pokazuje, że ta właśnie bliska perspektywa może być dosyć myląca, co może mieć walor pocieszenia, być echem jakiegoś bardzo odległego optymizmu.

Georg Büchner, Woyzeck, reż. Piotr Cieplak, Teatr Narodowy w Warszawie

Polityka 9.2020 (3250) z dnia 25.02.2020; Afisz. Premiery; s. 80
Oryginalny tytuł tekstu: "Z perspektywy ślimaka"

Czytaj także

Nauka

Nie każdy archeolog to Indiana Jones

Popkulturowy obraz archeologa awanturnika umacnia przekonanie, że ich głównym zadaniem jest odkrywanie skarbów. Ten fałsz fatalnie odbija się na wiedzy o przeszłości.

Agnieszka Krzemińska
27.02.2021