Teatr

Ballroom w teatrze tańca

Recenzja spektaklu: „Trucizna”, chor. i reż. Marta Ziółek

„Trucizna”, chor. i reż. Marta Ziółek „Trucizna”, chor. i reż. Marta Ziółek Andrzej Grabowski / materiały prasowe
Koncepcja spektaklu Marty Ziółek i Polskiego Teatru Tańca jest oryginalna, realizacja wciąga w akcję, choć nie jest to jeszcze wyczyn na poziomie „Ballet for Life”, voguingowo-baletowego show Maurice’a Béjarta.

Koncepcja spektaklu Marty Ziółek i Polskiego Teatru Tańca jest oryginalna, realizacja wciąga w akcję, choć nie jest to jeszcze wyczyn na poziomie „Ballet for Life”, voguingowo-baletowego show Maurice’a Béjarta. Punktem wyjścia są średniowieczne „obłędy taneczne”. Ich rozwinięciem – myśl, że taniec jest remedium na życie. Zdarza się, że pułapką. Ale wtedy „lekarstwem na taniec jest taniec”. „Trucizna” to także, a może przede wszystkim, rzut okiem na krańcowo różne, w spektaklu Ziółek naturalnie się przenikające, formy tańca – balet i ciekawie ujęte tańce dworskie oraz voguing i krump. 

Trucizna, chor. i reż. Marta Ziółek, Polski Teatr Tańca w Poznaniu

Polityka 10.2020 (3251) z dnia 03.03.2020; Afisz. Premiery; s. 69
Oryginalny tytuł tekstu: "Ballroom w teatrze tańca"

Czytaj także

Nauka

Dwie Polki na serio rozpracowują SARS-CoV-2. Czy im się uda?

Polskie badaczki próbują rozpracować wirusa CoV-2

Paweł Walewski
03.04.2020