Teatr

Werther, czyli inny

Recenzja spektaklu: „Werther”, reż. Willy Decker

„Werther”, reż. Willy Decker „Werther”, reż. Willy Decker Patrik Borecky
Miało to być wydarzenie tegorocznej wiosny, a stało się wydarzeniem jesieni.

Miało to być wydarzenie tegorocznej wiosny, a stało się wydarzeniem jesieni. Co więcej, okoliczności sprawiły, że w pierwszych dwóch spektaklach mógł zaśpiewać tytułową rolę wspaniały Piotr Beczała, który wykonywał ją w różnych teatrach świata, a przed samą pandemią przygotowywał się do premiery w nowojorskiej Metropolitan Opera (niestety, nie doszła do skutku). Realizacja Willy’ego Deckera była mu dobrze znana, przeszła bowiem już przez wiele scen europejskich, a nasz tenor wystąpił w niej we Frankfurcie i Barcelonie. To przedstawienie niezwykle malarskie, przeciwstawiające szaroniebieskie, klaustrofobiczne wnętrze domu żółtemu, słonecznemu obszarowi na zewnątrz (pod koniec zmieniającemu się w biel śniegu – ma to być Boże Narodzenie, ale też zapowiedź tragedii).

Jules Massenet, Werther, reż. Willy Decker, Teatr Wielki – Opera Narodowa

Polityka 43.2020 (3284) z dnia 20.10.2020; Afisz. Premiery; s. 79
Oryginalny tytuł tekstu: "Werther, czyli inny"

Czytaj także

Nauka

Ucieczka z religii

Masowe protesty w obronie praw kobiet dały nowy impuls ucieczkom z lekcji religii. Trwającym od lat, bo szkolna katecheza to często antyreklama wiedzy, wiary i wartości.

Marcin Piątek
24.11.2020