Teatr

W kościelnym kotle

Recenzja spektaklu: „Czerwone nosy”, reż. Jan Klata

„Czerwone nosy”, reż. Jan Klata „Czerwone nosy”, reż. Jan Klata Marcin Baliński
Czterogodzinny spektakl jest rozgrywany w estetyce oazowej i niemiłosiernie wręcz rozwleczony.

Czternastowieczna Francja pustoszona przez epidemię dżumy. Kraj przemierzają grupy biczowników, Kruków – ci w pandemii upatrują szansy na rewolucję społeczną, oraz trupa księdza Flote’a, tytułowe Czerwone nosy, których misją jest rozbawianie przerażonych wizją rychłej śmierci ludzi, uczenie ich dystansu do swojego losu. Działalność księdza zyskuje błogosławieństwo Kościoła, ale tylko na czas pandemii. Gdy zagrożenie mija, władza duchowa pod rękę ze świecką zabiera się do dokręcania społeczeństwu śruby, w autorytarnym systemie artyści stają przed dylematem: jasełka (po bożemu) albo śmierć. Komedia Barnesa formalnie wiele zawdzięcza teatrowi epoki elżbietańskiej, stąd poznański Teatr Nowy jej przekład zlecił tłumaczowi Szekspira Stanisławowi Barańczakowi.

Peter Barnes, Czerwone nosy, reż. Jan Klata, Teatr Nowy w Poznaniu

Polityka 9.2021 (3301) z dnia 23.02.2021; Afisz. Premiery; s. 70
Oryginalny tytuł tekstu: "W kościelnym kotle"
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Kocham mojego syna, ale nienawidzę zespołu Downa

Czuję się jako obywatel nieistotny. A jako rodzic dziecka z niepełnosprawnością – nieistotny podwójnie – mówi Kobas Laksa, tata ośmioletniego Jonatana.

Mateusz Witczak
08.11.2020