Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Teatr

Ciotowskie dziady

Recenzja spektaklu: „Lubiewo”, reż. Jędrzej Piaskowski

„Lubiewo”, reż. Jędrzej Piaskowski „Lubiewo”, reż. Jędrzej Piaskowski Filip Wierzbicki
Większość scen jest obliczona na cringe – niewygodna, wybijająca widza z komfortu. „Lubiewo” wraca po latach do Wrocławia nie jako ciotowski „Dekameron”, lecz ciotowskie „Dziady”.

Ponad dwie dekady minęły od premiery najgłośniejszej powieści Michała Witkowskiego – „Lubiewo” wyszło w 2004 r. i szturmem wzięło czytelników i krytykę obrazem wrocławskiego środowiska homoseksualnego epoki PRL, z pokątnymi spotkaniami w szaletach, polowaniami na „luja”, wyprawami pod radzieckie koszary, „Wielkim Atlasem Ciot Polskich”, tytułową plażą. Witkowski swoją książkę porównywał do „Dekameronu”, a zbiór opowieści rozpoczynał od historii dwóch starszych mężczyzn – Patrycji i Lukrecji – wspominających z nostalgią dawne czasy i podboje. W 2011 r. w adaptacji Piotra Siekluckiego w krakowskim Teatrze Nowym brawurowo wcielili się w ich role Edward Kalisz i Paweł Sanakiewicz. 

Lubiewo według Michała Witkowskiego, reż. Jędrzej Piaskowski, Wrocławski Teatr Współczesny

Polityka 7.2026 (3551) z dnia 10.02.2026; Afisz. Premiery; s. 70
Oryginalny tytuł tekstu: "Ciotowskie dziady"
Reklama