Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Teatr

Roger na kozetce

Recenzja spektaklu: „Król Roger”, reż. Krzysztof Cicheński

„Król Roger”, reż. Krzysztof Cicheński „Król Roger”, reż. Krzysztof Cicheński Bartek Barczyk
Premiera ta jest jednym z ostatnich akordów obecnej ekipy kierującej poznańską operą – od przyszłego sezonu teatr ten czeka zmiana. Miejmy jednak nadzieję, że sam spektakl pozostanie w repertuarze.

Premiera ta jest jednym z ostatnich akordów obecnej ekipy kierującej poznańską operą – od przyszłego sezonu teatr ten czeka zmiana. Miejmy jednak nadzieję, że sam spektakl pozostanie w repertuarze. Dzieło Szymanowskiego interpretowano już bardzo różnie, mało kto idzie za didaskaliami, zwłaszcza w enigmatycznym ostatnim akcie. Krzysztof Cicheński zgodnie z nimi umieszcza I akt w kościele, a II akt w pałacu Rogera; trzeci jednak rozgrywa się w nieokreślonej przestrzeni. W drugim zaś, w komnatach pałacowych, przy królu na czerwonej kozetce siedzi jego towarzysz Edrisi, ale w jakże innej postaci: w garniturze i z długą brodą, przypominający jako żywo doktora Freuda. Inne postaci, które pojawiają się na scenie, poza Roksaną i Pasterzem (choć kto wie, czy i nie oni), to projekcje lęków i pragnień króla.

Karol Szymanowski, Król Roger, reż. Krzysztof Cicheński, kier. muz. Jacek Kaspszyk, Teatr Wielki w Poznaniu

Polityka 19.2026 (3563) z dnia 05.05.2026; Afisz. Premiery; s. 81
Oryginalny tytuł tekstu: "Roger na kozetce"
Reklama