Polski teatr chce widzieć w Kamilu Białaszku, rocznik 2000, nową energię, rapera buntownika, ojcobójcę? W odpowiedzi Białaszek robi pokoleniowego „Hamleta”, w którym tytułowy bohater (w gościnnym, świetnym wykonaniu Antka Sztaby, rocznik 2001) jest buntownikiem co najwyżej z Instagrama, wymuskanym nepo baby, tyleż wrażliwym na zło świata, co narcystycznym i bezsilnym. Ale czy można go potępiać? Kapitalizm jest dziś jak powietrze, korpoprzywódcy i politycy są infantylni i śmieszno-straszni, dominuje marazm i brak złudzeń. Horacjo z wytatuowanym krzyżem (Michał Czachor) baja w wannie o wyższości systemu feudalnego nad demokracją, król/prezes Klaudiusz (Arkadiusz Brykalski) jest nijaki, noszą dizajnerskie wersje rozwleczonych slipów, w centrum sceny niczym tron stoi pisuar, szyderczy komentarz do kapitalistycznej teorii skapywania.
William Szekspir, Hamlet, reż. Kamil Białaszek, Teatr Powszechny w Warszawie