Ufoludki rządzą
Recenzja spektaklu: „Kawaler srebrnej róży”, reż. Wojciech Faruga
To wspaniałe dzieło jest połączeniem skrajnie różnych nastrojów: slapstickowa komedia musuje jak szampan w rytmie wiedeńskiego walca, ale od strony głównej bohaterki, świadomej przemijania, oglądana jest jednak przez łzy. Księżna Marszałkowa romansuje z młodziutkim kuzynem Oktawianem (którego gra kobieta w tzw. roli spodenkowej – to wyraźna aluzja do zalotów Cherubina do Hrabiny w „Weselu Figara” Mozarta), lecz by zachować godność, sama każe mu odejść, on zaś szybko znajduje nową miłość. Reżyser stwierdził, że to wszystko, wraz z odniesieniami do Mozarta, jest dziś niezrozumiałe, więc ekspediuje tę historię do Hollywood, co zresztą ujawnia się dopiero w drugim akcie, gdy akcja toczy się pomiędzy słynną skałą z napisem a wielką ręką King Konga, z wszędobylskimi ufoludkami – i już zupełnie nie wiemy, o co tu właściwie chodzi.
Richard Strauss, Kawaler srebrnej róży, reż. Wojciech Faruga, kier. muz. Yaroslav Shemet, Opera Bałtycka