Teatr

Iwona, księżniczka żydowska

Na krześle Olga Sarzyńska. Na krześle Olga Sarzyńska.
Niedotlenione przedstawienie Cieślaka zaczerpnie jeszcze powietrza?

Na pięćdziesięciolecie warszawskiego Teatru Dramatycznego dyrektor Piotr Cieślak wystawił „Iwonę, księżniczkę Burgunda” Gombrowicza. Pomysł, żeby spektakl umieścić w realiach wojennej Warszawy (w dekoracjach z powiększonych zdjęć zniszczonych kamienic, z występami kapeli z Chmielnej i szlagierami typu „Ta ostatnia niedziela” w scenie uśmiercania Iwony), a w wyobcowanej, drażniącej Iwonie zobaczyć żydowską uciekinierkę z getta – okazał się tyleż interesujący, co ograniczający.

Olga Sarzyńska gra zaszczutą dziewczynę, która uciekając na aryjską stronę zamieniła piekło życia w getcie na piekło życia wśród polskich antysemitów – rodziny rzeźników: Ignacego Króla (Mariusz Benoit), Małgorzaty Król (Jadwiga Jankowska-Cieślak) i ich faszyzującego synka Filipa (Łukasz Lewandowski). I tyle, to już cała sztuka Gombrowicza – pomysł interpretacyjny wyczerpuje się po kilku scenach (do tego dochodzi skandaliczne, recytatorskie aktorstwo), a Iwona, w oryginale rozmemłana, na równi irytująca, drażniąca i intrygująca, poruszająca różne struny w człowieku, u Cieślaka jedynie wzbudza współczucie. Znika tym samym cała warstwa gier międzyludzkich, czyniąca z „Iwony” najczęściej wystawianą sztukę Gombrowicza.

Niewykluczone jednak, że niedotlenione przedstawienie Cieślaka zaczerpnie jeszcze powietrza, choć raczej publicystycznego niż artystycznego. Wkrótce bowiem premiera najnowszej książki Jan Grossa, a w niej analiza polskiego, tużpowojennego, po Holocauście, antysemityzmu.

 

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wiedza nastolatków o seksie przypomina średniowieczną mapę świata

„Seks domaciczny” to nieprzypadkowe przejęzyczenie. Polskie nastolatki nie za bardzo wiedzą, jaki organ do czego służy.

Joanna Cieśla
11.08.2015
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną