Recenzja wystawy: „Maurycy Gottlieb. W poszukiwaniu tożsamości”

Rembrandt z Drohobycza
Było sobie pięciu braci i wszyscy zostali malarzami. Marcel, Marcin i Filip – raczej kiepskimi. Leopold – bardzo dobrym. Zaś Maurycy – wybitnym.
Maurycy Gottlieb, „Wygnanie Maurów z Granady”, 1877 r., Muzeum Pałacu Herbsta w Łodzi
Muzeum Pałacu Herbsta/materiały prasowe

Maurycy Gottlieb, „Wygnanie Maurów z Granady”, 1877 r., Muzeum Pałacu Herbsta w Łodzi

Ten najbardziej utalentowany żył najkrócej; zmarł na ropne zapalenie gardła, mając 23 lata. Jako że był bardzo pracowity, pozostawił po sobie dorobek, na który bardziej leniwi twórcy pracować muszą co najmniej ze dwie dekady. Posiadł technikę równą wielkim mistrzom (wzorem był dla niego Rembrandt i to widać w sposobie malowania). Osiągnął także, zaskakującą zważywszy na wiek, dojrzałość twórczą, umiejętność malowania głębokich, psychologicznych portretów, ale i złożonych, przemyślanych scen rodzajowych. Na to wszystko nakładało się ważkie przesłanie; pochodzący z rodziny ortodoksyjnych Żydów Maurycy czuł się równocześnie Polakiem, co nieuchronnie prowadziło do emocjonalnych napięć, konfliktów, rozczarowań. Być może właśnie dlatego większość jego obrazów przenika nuta melancholii, zadumy, smutku. Na wystawie zgromadzono 30 dzieł artysty, pościąganych z całej Polski, ale też z kolekcji zagranicznych. To pierwsza po blisko ćwierćwieczu wystawa monograficzna Gottlieba. Powinna stanowić obowiązkowy punkt programu w kajeciku każdego miłośnika sztuki.

 

Maurycy Gottlieb. W poszukiwaniu tożsamości, Muzeum Pałacu Herbsta w Łodzi, wystawa czynna do 1 lutego 2015 r.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną