Recenzja wystawy „Magdalena Abakanowicz, Abakany”

U źródeł
To wyjątkowa okazja, by obejrzeć tak duży zespół Abakanów w jednym miejscu.
Galeria Starmach/materiały prasowe

Bardzo dokładnie można wskazać moment, w którym Magdalena Abakanowicz wyruszyła zza żelaznej kurtyny ku trwającym przez kolejne dekady międzynarodowym sukcesom. To był początek lat 60. XX w., gdy zaczęła tworzyć swój pierwszy wielki cykl prac zwanych „Abakany”. Artystka wspominała: „Drażniły ludzi. Były nie w porę. W tkactwie gobelin francuski; w sztuce popart i sztuka konceptualna, a tu magiczne, skomplikowane, ogromne. Mocny język”. Ale nie tylko drażniły. Intrygowały i przyciągały. Na tyle, że w 1965 r. na Biennale Sztuki w São Paulo otrzymała za nie złoty medal. Abakanowicz nie tylko odważnie zatarła, dotychczas bardzo wyraźną, granicę między rzeźbą a tkaniną artystyczną. Z barwionego sizalowego włókna wykreowała obiekty, które poruszały wyobraźnię. Dla jednych były jak „płaty skóry zdarte z monstrów-olbrzymów”, innym przypominały jakieś organiczne formy nieznanego życia. Wówczas artystka po raz pierwszy zademonstrowała, że prawdziwa osobowość twórcza nie potrzebuje podpinania się pod mody, trendy, kierunki, by znaleźć drogę do galerii, muzeów, wyobraźni odbiorców. I tej regule pozostała wierna. Na krakowskiej wystawie pokazano osiem prac pochodzących ze zbiorów samej Abakanowicz. Rozmieszczonych i podświetlonych tak, by podkreślić ich monumentalizm i walory faktury, ale też by uchwycić ową nieco groźną tajemniczość. To wyjątkowa okazja, by obejrzeć tak duży zespół Abakanów w jednym miejscu.

Magdalena Abakanowicz, Abakany, Gallery Starmach, Kraków, wystawa czynna do 26 lutego 2016 r.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną