Recenzja wystawy „Książki żywe”

Pieniek do czytania
Wystawa jest próbą udowodnienia, że informacje na temat rychłego zgonu książki są przedwczesne i przesadzone.
materiały prasowe

Oczywiście nie mówimy o tradycyjnym woluminie, tak dobrze znanym z półek księgarni, ale książki w tzw. poszerzonej formule, z artystycznymi ambicjami, której nie zastąpi ekran komputera czy iPhone’a.

Swoje pomysły na ratowanie zagrożonego gatunku przedstawia na wystawie 47 artystów. Od znanych grafików i ilustratorów po startujących dopiero w dorosłość absolwentów uczelni. Różne są to propozycje. Od niezwykłej urody wydawnictw wysokonakładowych, przez intrygujące publikacje niskonakładowe, po książki unikaty. Mamy więc na wystawie książki grafiki, książki notatniki i współczesne manuskrypty, kolaże, montaże, a nawet obiekty przestrzenne. Książki, które powstały na drewnianych klockach, jak u Oksany Draczkowskiej, i na zardzewiałej blasze, jak u Piotra Smolnickiego, a nawet na parkowej ławce, jak u Stanisława Gajewskiego. Prace złożone z samych słów, ale też i stworzone z samych obrazów. Nad całą zaś niezwykłą i wciągającą widza ekspozycją unosi się duch zmarłego przed kilku laty prof. Zygmunta Januszewskiego, nauczyciela większości uczestników wystawy, którego zasług w walce o piękną książkę nie da się w żaden sposób przecenić.

Książki żywe, Galeria Salonu Akademii ASP, Warszawa, do 14 października

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną