Recenzja wystawy: „Inny Trans-Atlantyk (...)”

Widz odpływa
Widz staje się kreatorem, ku czemu 80 prac autorstwa blisko 30 twórców daje wiele okazji.
Bartosz Stawiarski/materiały prasowe

Zdecydowanie przydługa nazwa wystawy wyjaśnia wiele. Kierunek, który w rwącym do przodu głównym nurcie międzynarodowej sztuki był tylko jednym z wielu epizodów, w wymienionych w tytule dwóch regionach okazał się jednym z ciekawszych, uczciwie przepracowanych i zaskakująco płodnych. Powstawał w opozycji – wobec mainstreamowych artystycznych „reżimów” Nowego Jorku czy Paryża, ale też reżimów dosłownych, dominujących wówczas w Europie Wschodniej i Ameryce Południowej. Był dla artystów ucieczką. Trochę w przyszłość, trochę w technologię, a trochę w nierealne, zwiewne byty, tak odległe choćby od sztuki socrealizmu. To wystawa, wobec której można by użyć nieprzyzwoitego we współczesnej sztuce słowa „piękna”. Wszystko tu zdaje się płynąć, delikatnie poruszać, dyskretnie uwodzić odbiorcę, bawić i zaskakiwać swą zmiennością. Królują subtelność, finezja i elegancja – jakże nam dziś potrzebne. Ale to też wystawa, która przypomina jedną z ciekawszych prób budowania w sztuce XX w. nowych relacji między twórcą a widzem. Tu każdy w układach płaszczyzn, punktów, linii czy kolorów może zobaczyć coś innego. Wystarczy, że stanie trochę bliżej lub dalej, przesunie się bardziej w lewo lub w prawo, podejdzie do dzieła wolniej lub szybciej. I w tym sensie widz staje się kreatorem, ku czemu 80 prac autorstwa blisko 30 twórców daje wiele okazji.

Inny Trans-Atlantyk. Sztuka kinetyczna i op-art w Europie Wschodniej i Ameryce Łacińskiej w latach 50.–70., Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, wystawa czynna do 11 lutego 2018 r.

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną