Recenzja wystawy: „Tu strzyka, tam łupie, ale rży. A sumienie kąsa.”

Uwodziciel
Wystawa ma charakter retrospektywny i budzi podziw rozmachem.
Tadeusz Brzozowski, Spisa, 1984 r.
Muzeum Narodowe we Wrocławiu

Tadeusz Brzozowski, Spisa, 1984 r.

Już tytuł tej wystawy doskonale wprowadza w nastrój. Bo w twórczości Tadeusza Brzozowskiego wiele było absurdu, groteski, zabawy wymyślnymi i dziwacznymi tytułami, które, zamiast być uzupełnieniem treści prac, jedynie potęgowały u odbiorcy zamęt poznawczy. I wręcz zmuszały do intensywnego wpatrywania się w na poły (albo i w trzech czwartych) abstrakcyjne kompozycje, by odkryć intencje malarza. Ale był Brzozowski także mistrzem warsztatu, do perfekcji scalającym charakterystyczną dla niego rozedrganą linię z intensywnymi barwnymi plamami. Niezależnie od tego, czy przebijemy się przez ukryte sensy, jego obrazy i tak niezmiennie uwodzą kompozycją i lekko surrealistycznym duchem. Wystawa ma charakter retrospektywny i budzi podziw rozmachem. Pokazuje nie tylko 200 prac artysty: od najwcześniejszych (lata 20. XX w.), przez świetne „kadry z życia” z przełomu lat 40. i 50., po niemal ostatnie (z 1987 r.); nie tylko dowartościowuje jego intrygujące rysunki, ale prezentuje też tzw. szerszy kontekst. Mamy więc tu kolejnych 100 prac innych artystów – nie tylko tych, którymi Brzozowski się inspirował (od Dürera po Makowskiego i Witkacego), ale też tych, którzy pozostawali pod jego wpływem (np. Ziółkowski, Janas). I z szerokim kontekstem sztuki jego kolegów, przyjaciół – jak Abakanowicz, Szapocznikow, Hasior czy Kantor. To wystawa, której nie da się „zaliczyć”. Trzeba pozwolić dać jej się uwieść.

Tu strzyka, tam łupie, ale rży. A sumienie kąsa. Tadeusz Brzozowski – inspiracje, konteksty, ślady, Pawilon Czterech Kopuł, Muzeum Narodowe we Wrocławiu, wystawa potrwa do 29 lipca

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną