Tyczkarze, czyli kaskaderzy lekkoatletyki

Wyskok z dołka
Żeby o tyczce skakać po medale, trzeba genów sprintera, żyłki akrobaty, siły, odwagi, żelaznych nerwów oraz szczęścia. To znów się robi polska specjalność.
Firmy ubezpieczeniowe umieszczają skok o tyczce w tej samej grupie ryzyka co skok ze spadochronem.
REAU ALEXIS/SIPA/EAST NEWS

Firmy ubezpieczeniowe umieszczają skok o tyczce w tej samej grupie ryzyka co skok ze spadochronem.

Wiaczesław Kaliniczenko, ukraiński trener Moniki Pyrek, mówi, że jeśli spod butów tyczkarza na rozbiegu nie idzie kurz, o udanym skoku trzeba zapomnieć. Fizyki się nie oszuka – tyczka odda tyle energii, ile się w nią włoży. Dlatego nie ma miejsca na zawahania. Od pierwszego kroku: cała naprzód.

Jeśli chodzi o stopień trudności, nie ma wielu porównywalnych konkurencji. Już sam bieg z kilkumetrową żerdzią to wyzwanie. A trzeba jeszcze opuścić ją w odpowiednim momencie, trafić w niewielki dołek, wzbić się w powietrze z zachowaniem wszystkich technicznych przykazań, odepchnąć od tyczki i na wysokości pierwszego piętra wykonać ekwilibrystyczny ruch nad poprzeczką.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną