Katastrofa SpaceShip Two wywołuje pytania o przyszłość kosmicznej turystyki

Gwiazdy do gwiazd
Katastrofa pojazdu podczas lotu testowego po raz kolejny zwróciła uwagę na program prywatnych podróży w kosmos. Taką wycieczkę planowali już celebryci.
Lady Gaga szykuje się do pozaziemskiego show.
John Angelillo/UPI Photo/Eyevine/EAST NEWS

Lady Gaga szykuje się do pozaziemskiego show.

Chris Hadfield - astronauta, który w kosmosie stał się gwiazdą.
Reuters/Forum

Chris Hadfield - astronauta, który w kosmosie stał się gwiazdą.

Matt Bellamy, lider grupy Muse, wyznał, że próbuje namówić szefa Virgin Galactic, by ten pomógł zrealizować marzenie o piosence lub teledysku nagranym na orbicie.
Jean-Baptiste Quentin/Forum

Matt Bellamy, lider grupy Muse, wyznał, że próbuje namówić szefa Virgin Galactic, by ten pomógł zrealizować marzenie o piosence lub teledysku nagranym na orbicie.

31 października 2014 r. podczas lotu testowego pojazd SpaceShip Two, należący do firmy Richarda Bransona Virgin Galactic, wybuchł i spadł na ziemię. Jeden z pilotów zginął, drugi został poważnie ranny. Katastrofa wywołała lawinę pytań o przyszłość tego prywatnego programu kosmicznej turystyki.

Przedstawiamy artykuł opublikowany w lutym 2014 r. na łamach POLITYKI o tym, jak celebryci planują podbić kosmos.

*

W poprzednich wyścigach kosmicznych chodziło o to, kto pierwszy wystrzeli satelitę czy wyląduje na Księżycu. W kolejnym wystartują ci, którzy zechcą na orbicie zaśpiewać.

Do pierwszego występu na orbicie ziemskiej sposobi się Lady Gaga. Na początku 2015 r. piosenkarka ma się udać w kosmos na pokładzie statku należącego do Virgin Galactic. Jej recital będzie kulminacją trzydniowego festiwalu Zero G Colony, który odbędzie się w prywatnym porcie kosmicznym miliardera Richarda Bransona w New Mexico. Dla muzyki od dawna Ziemia to za mało. Czy teraz czeka nas epoka gwiezdnych wojen i zbrojeń w wykonaniu gwiazd show-biznesu?

Akt pierwszy śpiewającego podboju kosmosu ma być „przedsięwzięciem, jakiego ludzkość dotąd nie widziała”. Tak zapowiada je rozmówca tygodnika „US Weekly”, który pod koniec ubiegłego roku poinformował o pozaziemskim show Lady Gagi. Wokalistka, zanim spojrzy na świat z góry, będzie musiała przejść miesięczny trening emisji głosu, by zapanować nad nim w stanie nieważkości.

Dla Richarda Bransona, właściciela Virgin Galactic, Lady Gaga jest tym samym, kim dla kasyna Caesar’s Palace w Las Vegas była występująca tam przez lata Celine Dion: wizerunkowym atutem i luksusowym dodatkiem do wielomilionowego biznesu. Branson zamierza zarabiać na kosmicznej turystyce, a celebryci, którzy skorzystają z jej uroków jako pierwsi, będą ambasadorami przygody wartej 250 tys. dol. Bo tyle ma kosztować lot suborbitalny na pokładzie SpaceShipTwo. Premierowa wycieczka ma się odbyć jeszcze w tym roku, bezpośrednią transmisję przeprowadzi telewizja NBC. Chętnych do odlotu jest już ponoć ponad 600, z rzeszą gwiazd na czele: Leonardo DiCaprio, Tomem Hanksem, Bradem Pittem, Angeliną Jolie czy Katy Perry.

Księżycowa piosenka

Z drugiej strony, projekt Bransona, firmowany przez Lady Gagę, stanowi ucieleśnienie odwiecznego snu artystów o muzycznej ekspansji tam, gdzie sięgają tylko lunety astronomów. Już w XVIII w. Franz Joseph Haydn, jeden z wielkiej trójcy wiedeńskich klasyków (obok Beethovena i Mozarta), w operze komicznej „Il mondo della luna” („Świat na Księżycu”) opowiadał o niewydarzonym badaczu gwiazd, któremu wydaje się, że dzięki magicznemu eliksirowi wylądował na Srebrnym Globie. A tam – śpiewy, balet i orkiestra.

Gdyby Branson rozkręcał swój kosmiczny turystyczny interes w latach 70. ubiegłego wieku, zamiast Lady Gagi zaprosiłby do występu na orbicie Davida Bowiego lub muzyków funkowej grupy Parliament. W tamtych czasach nikt nie był tak ekstrawagancki jak oni i nikt tak dobitnie nie udowadniał, że przybył na Ziemię z innej planety (swoją drogą, takie opinie towarzyszą dziś też Lady G.).

Zanim Bowie przemienił się w Ziggy’ego Stardusta, galaktycznego rozbitka śpiewającego o człowieku z gwiazd i pająkach z Marsa, w 1965 r., tuż przed świętami Bożego Narodzenia, z kosmosu nadano na Ziemię pierwszą melodię. Amerykańscy astronauci Walter Schirra i Tom Stafford, podróżujący statkiem Gemini 6, przekazali do bazy NASA historyczny komunikat: „Zidentyfikowaliśmy obiekt podobny do satelity, który porusza się po orbicie północ-południe”. „Widzę moduł dowodzenia, a w nim pilota w czerwonym ubraniu” – meldował Schirra. – „Moment, on próbuje coś przekazać”. Obiekt? Czerwone ubranie? Coś przekazać? Miny kontrolerów w Houston musiały być równie „nie z tego świata” jak odebrana wiadomość. A po chwili na Ziemię popłynęła melodia „Jingle Bells”, odegrana przez kosmonautów na harmonijce ustnej i dzwonkach, które obaj przemycili na pokład statku.

 

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną