Ludzie i style

Lokata czasowa

Kult luksusowego zegarka

Vacheron Constantin - 1 647 000 zł Vacheron Constantin - 1 647 000 zł materiały prasowe
Zegarkom w Polsce nie zaszkodziły polityczne afery. Na wschodzie Europy luksusowe czasomierze są dziś przedmiotem kultu, a jeszcze dalej na wschód – wskazówką zmian.
Ryszard KaliszPiotr Bławicki/DDTVN/EAST NEWS Ryszard Kalisz
Barack ObamaBrendan Smialowski/AFP/EAST NEWS Barack Obama
Nicolas SarkozyBruno Bebert/SIPA Press/EAST NEWS Nicolas Sarkozy

Kiedy premier odwołał Joannę Muchę i nowym ministrem sportu mianował Andrzeja Biernata, to Władysław Meller, wielbiciel zegarków i prowadzący sklep z luksusowymi czasomierzami, spodziewał się telefonów z kolorowej prasy. – Czasami do mnie dzwonią, podsyłają zdjęcia z pytaniami, jaki zegarek i za ile ma osoba na świeczniku. Tak było również w przypadku ministra Biernata – mówi Meller. To już go nie dziwi, ale wciąż się denerwuje, że jak polityk ma dobry zegarek, to dziennikarze zaraz mu go wypominają. – Osoby na ważnych stanowiskach w państwie powinny prezentować się godnie i nie wstydzić się dobrego, kupionego za uczciwie zarobione pieniądze zegarka – uważa nasz rozmówca.

Nawet premier nie chwali się zegarkiem. Trudno go wypatrzeć pod mankietami szytych na miarę koszul. Może premier po prostu pamięta, że zegarki na rękach polityków często oznaczały kłopoty.

Zegarkową wpadkę zaliczył na przykład były prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Dwa lata temu, podczas wyborczego wiecu reporterzy zarejestrowali, jak chowa swój zegarek do kieszeni marynarki, zanim zacznie witać się z ludźmi. Francuski „Le Nouvel Observateur” oszacował jego wartość na 55 tys. euro. Pisali, że to czasomierz z firmy Patek Philippe, który prezydent Francji otrzymał od Carli Bruni. Prasa oskarżała go o to, że nie ufa obywatelom, a uściski dłoni, które wymienia z wyborcami, to tylko puste gesty. Pojawiły się też takie głosy, że nie chciał kłuć w oczy takimi precjozami.

Takich skrupułów nie ma prezydent Rosji Władimir Putin. Kolekcja jego zegarków jest podobno warta 600 tys. dol. Pięć lat temu dwa swoje czasomierze, warte po ok. 10 tys. dol., wręczył synowi rosyjskiego pasterza i ślusarzowi.

O zegarkach urzędującego prezydenta Bronisława Komorowskiego nic nie słychać, ale o szufladach wypełnionych luksusowymi zegarkami w domu byłej głowy państwa Aleksandra Kwaśniewskiego krążą legendy. Wspomniał o nich nawet Józef Oleksy w słynnej już rozmowie z Aleksandrem Gudzowatym: „Tych zegarków to miał od cholery i nosił je (…) nie wiadomo po co”. Gdy ujawniono księgę wejść i wyjść do pałacu za prezydentury Kwaśniewskiego, okazało się, że najczęstszym gościem był zegarmistrz. Marek Ungier, szef gabinetu prezydenta, tłumaczy, że przecież „tam było kilkadziesiąt starych, historycznych zegarów, które trzeba było konserwować”. Były prezydent jest właścicielem kolekcji zegarków Patek Philippe, Francka Mullera czy Jaegera-LeCoultre, wartej co najmniej pół miliona złotych.

Plasuje go to w prezydenckiej średniej światowej, bo Vacheron Constantin noszony przez byłego premiera Włoch Silvio Berlusco­niego wart jest ponad pół miliona dolarów, ulubiony Patek Philippe Władimira Putina – 60 tys. dol. Na drugim cenowym biegunie są Timex George’a W. Busha (tylko 50 dol.) i Tag Heuer jego następcy w Białym Domu Baracka Obamy (ok. 1,5 tys. dol.).

Wyśmiany zegarek ministra

Jeśli wierzyć temu, co polscy posłowie wpisują w oświadczenia majątkowe, to tylko Ryszard Kalisz ma zegarek wart więcej niż 10 tys. zł, bo tylko powyżej takiej kwoty trzeba wpisać kosztowności do politycznego rejestru. Do Kalisza doszlusował też Sławomir Nowak (PO), po słynnej już aferze zegarkowej, w wyniku której stracił posadę ministra.

Ryszard Kalisz nie wymienia marki swojego najcenniejszego zegarka. Enigmatycznie wspomina tylko, że zegarek jest wart więcej niż 10 tys. zł i wyprodukowała go firma szwajcarska, przed laty założona przez Polaka. Oczywiście chodzi o Patek Philippe, stworzoną przez hrabiego Antoniego Patka (podporucznika Wojska Polskiego) i Franciszka Czapka (warszawskiego zegarmistrza), którzy po powstaniu listopadowym wyemigrowali do Szwajcarii. Przez 15 lat z powodzeniem tworzyli na zamówienie zegarki, aż w końcu pokłócili się o nowinki techniczne i rozstali.

 

Nie tylko Ryszard Kalisz nie chce wprost mówić o markach. Władysław Meller pytał kilku polityków, którzy kupili w jego sklepie zegarki z wyższej półki, czy może o tym napisać: – Jest strona internetowa dla pasjonatów czasomierzy i chciałem opisać tam tych polskich polityków jako pozytywne przykłady dbałości o wizerunek, ale bardzo prosili mnie o dyskrecję.

Polscy politycy są pod tym względem zakładnikami tabloidów i opinii publicznej. Meller dziwi się, że Radosław Sikorski, polityk o europejskim sznycie, właściciel 800-metrowego dworku otoczonego hektarami ziemi z parkiem, stawem i leśniczówką (według oświadczenia majątkowego wartych ok. 4 mln zł), nosi tani zegarek. Gdy Sikorski negocjował umowę między ukraińskim Majdanem a Janukowyczem, wypomniały mu to ukraińskie media.

Na Wschodzie zegarek jest wręcz przedmiotem kultu. Jeden z najbardziej opiniotwórczych portali nad Dnieprem pisał: „Jak wyjaśnić ukraińskiemu ministrowi, że facet, który ma na ręku zegarek za ledwie 165 dol., jest człowiekiem poważnym i wpływowym?”. Dziennikarze ukraińscy przypomnieli też, co noszą na nadgarstkach byli już ministrowie z rozdania Janukowycza. Minister ds. podatków Ołeksandr Kłymenko – zegarek IWC wart 31 200 dol., minister rozwoju ekonomicznego i handlu Ihor Prasołow – Vacheron Constantin za 36 500 dol.

Cztery lata temu „Fakt” napisał, że Sikorski nosi Rolexa za 12 tys. zł. Minister spraw zagranicznych poczuł się tym wręcz dotknięty i sprostował na Twitterze: „Nigdy nie miałem Rolexa. Noszę ulubiony niedrogi zegarek od 25 lat”. Według biegłych zegarek, który nie znalazł się – choć powinien – w oświadczeniu Sławomira Nowaka, jest wart 17 tys. zł. Nad Wisłą tabloidy problem widziały głównie w tym, że zegarek był tak drogi, jakby zarzuty prokuratorskie, które usłyszał Nowak, nie dotyczyły tego, że minister nie wpisał go do oświadczenia.

Już między sobą politycy, biznesmeni, prezesi o zegarkach rozmawiają otwarcie. – Zegarki to świetny sposób na nawiązanie kontaktu w moim środowisku – mówi Kalisz. – To dobry temat na pierwszą rozmowę, tym bardziej że wiele znanych osób z parlamentu i kręgów biznesowych lubi dobre zegarki, zaczyna je kupować i nosić. Przede wszystkim szwajcarskie.

W rejestrze z Napoleonem

Najstarsze, istniejące do dzisiaj, prestiżowe firmy zegarkowe powstały w połowie XVIII w. (Blancpain – 1735 r., Vacheron Constantin – 1777 r.). W Szwajcarii, w Muzeum Historycznym w Neuchatel, wisi obraz przedstawiający młodego ucznia kowalskiego, któremu angielski kupiec wręcza zegarek do naprawy. Legenda głosi, że młody kowal naprawił go, a później, zafascynowany skomplikowanym mechanizmem, zaczął go odtwarzać i udoskonalać. Sztuki tej nauczył mieszkańców miasteczka Le Locle, położonego w górach Jury, które stało się stolicą szwajcarskiego zegarmistrzostwa.

Władysław Meller, odkładając na bok legendy, mówi, że to klimat i geografia sprawiły, że Szwajcaria kojarzy się dziś głównie z najwyższej klasy czasomierzami. – Mieszkańcy dolin w czasie srogich zim byli odcięci od reszty kraju. Górale zajmowali się wtedy chałupniczo wytwarzaniem elementów do mechanizmów do zegarków, które sprzedawali na targowiskach, gdy tylko puściły śniegi. Do Szwajcarii przybywali też prześladowani we Francji hugenoci, biegli w precyzyjnym rzemiośle – opowiada Meller. Dodaje, że niewielka geograficznie i biedna wtedy Szwajcaria szukała za granicą rynków zbytu i dlatego Helweci szybciej niż inni opanowali sztukę handlu międzynarodowego. Jednak w 1970 r. nadeszła elektronika kwarcowa i gospodarcza potęga „made in Japan” wpędziła w ekonomiczne tarapaty zegarmistrzostwo szwajcarskie. Choć w latach 70. upadło ponad cztery tysiące szwajcarskich marek, to jednak dość szybko świat się opamiętał i znów docenił mechaniczne zegarki.

Szwajcarską tradycję pomógł uratować Nicolas Hayek, który z dwoma wspólnikami odkupił dogorywające legendy tamtejszego przemysłu precyzyjnego. Wiedział, że legenda Omegi czy Longinesa, z którym Charles Lindbergh odbył pierwszy lot nad Atlantykiem, nie wystarczą, aby podnieść się z upadku. Azjatów chciał pokonać bronią prostą – bo mechanizm składał się z zaledwie 50 elementów – precyzyjną i tanią. Powołał do życia Swatch (skrót od swiss watch oraz second watch – „drugi zegarek”). Niedrogi, ale wysokiej jakości zegarek miał być kolejnym, odpowiednim do stroju, nastroju czy okoliczności zegarkiem gadżetem. Dzięki różnorodności wzorów (przeznaczonych dla dzieci, nastolatków, narciarzy czy motocyklistów) i wysokiej jakości technologii Hayek zaszczepił nowy sposób rozumienia i kolekcjonowania zegarków. Rok po debiucie, w 1983 r., Swatch sprzedał dwa miliony zegarków, po trzech latach 10 razy więcej. W 2005 r. 20-gramowy Swatch został wpisany do Księgi rekordów Guinnessa, z okazji sprzedaży przez tę firmę 333-milionowego czasomierza.

 

Ponad 500 producentów zrzeszonych w Federacji Szwajcarskiego Przemysłu Zegarmistrzowskiego pilnie chroni swój fach. Organizacja powstała z połączenia dwóch innych o długich tradycjach Swiss Chamber od Watchmaking (zawiązana w 1876 r.) oraz Swiss Watchmaking Federation (1924 r.). Zegarek z napisem „Swiss made” jest gwarancją dla właściciela, że mechanizm został wykonany, zmontowany i wreszcie, że przeszedł ostateczną kontrolę w Szwajcarii. Producenci, którzy kupują mechanizmy w kraju Helwetów, mogą wygrawerować na swoich produktach „Swiss movement”.

Jak pisze Adam Granville w książce  „Gentleman. Mam zasady” prestiż zegarka rośnie, kiedy o jego istnieniu można przeczytać w rejestrach manufaktury. Dodaje, że czołowi wytwórcy prowadzą swego rodzaju „księgi wieczyste”, w których zapisują numer zegarka, datę wykonania i sprzedaży, szczegółowy opis, nazwisko klienta, ewentualny serwis. Właściciel zegarka może dostać odpis takiej księgi. U Bregueta, manufaktury założonej w 1775 r., za taki dokument trzeba zapłacić blisko pół tysiąca euro, ale wielbiciele zegarków docenią, że znajdują się w jednej bazie danych wraz z Napoleonem czy Marią Antoniną.

W XIX-wiecznej Polsce mówiło się, że kto chce mieć zegarki, musi mieć folwarki. Dziś może je mieć każdy, ale na te z najwyższej półki stać tylko tych z bardzo zasobnym portfelem. Najwięcej trzeba zapłacić za te wyposażone w mechanizmy opracowane i wyprodukowane przez firmę sprzedającą zegarek. Najbardziej prestiżowe manufaktury mają na koncie przynajmniej kilka własnych mechanizmów. Na szczycie piramidy zegarkowego prestiżu są: Patek Philippe, Jaeger-Le Coultre, Vocheron Constantin, Audemars Piguet, A. Lange&Sohne, Blancpain, IWC Schaffhausen, Ulysse Nardin, Girard-Perregaux, Breguet, Rolex, Zenith. Zegarki stworzone przez te firmy należą do najdroższych, a cena nie ma górnej granicy, bo zależy od materiałów i skomplikowania mechanizmu.

Z badania KPMG o znajomości rynku dóbr luksusowych w Polsce wynika, że Polacy o ponadprzeciętnych dochodach zdecydowanie bardziej orientują się w motoryzacyjnych markach luksusowych niż w zegarkowych. Najbardziej rozpoznawalna marką czasomierzy w Polsce jest Rolex (zna ją 91 proc.), który rocznie na całym świecie sprzedaje ponad milion zegarków. Trzy czwarte bogatych Polaków rozpoznaje też Omegę, a ponad połowa Zenitha (która, jak czytamy w raporcie KPMG, może być raczej kojarzona z powszechnymi na naszym rynku długopisami).

Tylko na przechowanie

Dariusz Chlastawa, kolekcjoner zegarków, prezes Stowarzyszenia Klubu Miłośników Zegarów i Zegarków, mówi, że choć w Polsce wciąż synonimem luksusu jest samochód czy piękny dom, to mechaniczne i luksusowe zegarki zaczynają powoli wracać do łask. – W okresie przed tzw. kwarcową rewolucją w latach 70. mechaniczne zegarki były bardzo ważne. Po przemianach w 1989 r. dopiero od niedawna zaczynają wracać na należne im miejsce – jednego z najpiękniejszych przedmiotów, które są biżuterią dla posiadacza oraz pięknym dziełem sztuki użytkowej.

Właściciele sklepów z luksusowymi zegarkami mówią, że zamożni Polacy zaczynają kupować zegarki z myślą o przyszłych pokoleniach. Slogany reklamowe największych graczy na rynku zegarkowym grają właśnie na taką sentymentalną nutę długowieczności. Blancpain ma na sztandarach wypisane: „Od 1735 roku nasza firma nie produkuje zegarków kwarcowych”. Patek Philippe (nie ma dziś przedstawicielstwa w Polsce, a firma, która go wcześniej reprezentowała, zbankrutowała) reklamuje się hasłem, które można przetłumaczyć: „Nigdy tak naprawdę nie jesteś właścicielem zegarka Patek Philippe. Przechowujesz go jedynie dla następnego pokolenia”. Zegarki te nosili między innymi Lew Tołstoj, Józef Stalin i Walt Disney.

Jeśli chodzi o import szwajcarskich zegarków, to pod względem jego wartości w ubiegłym roku znaleźliśmy się na 17 miejscu wśród krajów europejskich i poprawiliśmy swój wynik o jedno miejsce w porównaniu z poprzednim rokiem.

Chińczycy produkują najwięcej tanich mechanizmów do zegarków, ale też najchętniej kupują szwajcarskie czasomierze. W 2012 r. Chiny przegoniły Stany Zjednoczone i stały się największym rynkiem luksusowych zegarków na świecie. To dzięki popytowi na rynkach azjatyckich marki takie jak Omega i Longines (Swatch Group) nabrały wiatru w żagle pomimo spowolnienia w Europie. „The World Watch Report” zrelacjonował internetową ankietę przeprowadzoną wśród ponad miliarda internautów, z której wynika, że 23 proc. wszystkich zapytań online o zegarki luksusowe pochodzi właśnie z Państwa Środka. Jednak jak donosił Bloomberg, sprzedaż luksusowych szwajcarskich zegarków w Chinach w pierwszym kwartale zeszłego roku spadła aż o 24 proc. Zegarki padły ofiarą walki z korupcją, którą wytoczył prezydent Chin. Uznał, że obnoszenie się z luksusem jest nieuczciwe wobec zmagających się z biedą obywateli.

Jeden z chińskich dygnitarzy został nawet usunięty z partii, gdy opublikowano serię 11 robionych dzień po dniu zdjęć, a na każdym z nich występował z innym szwajcarskim zegarkiem na ręku. Zyskał po tym przydomek „brat zegarek”. Ale przytaczany chiński raport mówi przy okazji coś innego: spada tam popyt na podróbki zegarków. Chińczycy coraz częściej interesują się produktami wysokiej jakości, a z tym właśnie kojarzy się zegarek.

Polityka 13.2014 (2951) z dnia 25.03.2014; Ludzie i style; s. 92
Oryginalny tytuł tekstu: "Lokata czasowa"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną