Broad Peak. Cień wielkiej góry

Cień wielkiej góry
Tragiczna zimowa wyprawa na Broad Peak wraca po roku za sprawą książek. Dopowiadają to, czego zabrakło w raporcie komisji badającej okoliczności śmierci Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego.
Ośmiotysięcznik Broad Peak
Jacek Hugo-Bader

Ośmiotysięcznik Broad Peak

Maciej Berbeka
Wojtek Franus/Polski Związek Alpinizmu

Maciej Berbeka

Tomasz Kowalski
Wojtek Franus/Polski Związek Alpinizmu

Tomasz Kowalski

Krzysztof Wielicki i Adam Bielecki podczas konferencji prasowej po powrocie z wyprawy zimowej PZA na Broad Peak, 19 marca 2013 r.
Bartłomiej Zborowski/PAP

Krzysztof Wielicki i Adam Bielecki podczas konferencji prasowej po powrocie z wyprawy zimowej PZA na Broad Peak, 19 marca 2013 r.

Jest 5 marca 2013 r., środek nocy w Karakorum. Wysokość 7400 m na ścianie niezdobytego wcześniej zimą ośmiotysięcznika Broad Peak. Obóz szturmowy wyprawy w składzie Maciej Berbeka, Adam Bielecki, Tomek Kowalski, Artur Małek. Szykują się do ataku szczytowego. Filmuje Adam Bielecki. – Jak nastroje? – zagaja. Cisza. – Szału nie ma? – próbuje rozładować napięcie. – Szału nie ma – mruczy Maciej Berbeka, o pokolenie starszy od trójki kompanów. Koniec nagrania.

Kilka godzin wcześniej łączą się z bazą pod szczytem, gdzie – cały w nerwach – czeka kierownik wyprawy Krzysztof Wielicki. Nie podoba mu się, że zaplanowali wyjście dopiero o 5 rano. Jak na tę porę roku pogoda jest jak złoto (niemal bezwietrznie, temperatura w dzień w okolicach –25 stopni), ale mimo to kierownik uważa, że będzie za późno. Bo po drodze są szczeliny, inne trudności, a wraz z nastaniem nocy warunki zejścia dramatycznie się pogorszą. Ale wspinacze twierdzą, że wiedzą, co robią. Ruszają o 5.15.

Osiągają cel pod koniec dnia. Późno. Najpierw Bielecki, za nim Małek, potem Kowalski z Berbeką. Schodzą osobno mimo zaleceń Wielickiego, by związać się liną. Tomek ma problemy, spędza noc na grani, Wielicki kilkukrotnie z nim rozmawia, motywuje do zejścia, ale też nieopatrznie uświadamia, że partnerzy są daleko z przodu i schodzą na własną rękę. Po raz ostatni łączą się nad ranem. Głos Tomka słabnie, jest już sparaliżowany chorobą wysokościową. Maciej nie używa radia, nie ma z nim kontaktu, światło jego czołówki ostatni raz widziane jest nad ranem na grani, nieopodal szczelin. Adam jest w namiocie od 22. Artur resztkami sił dociera do niego 4 godziny później.

Po powrocie ekspedycji do kraju wybucha dyskusja na temat postawy żyjących członków wyprawy. Dlaczego się rozdzielili? Czy faktycznie Bielecki nie używał radia, bo mu się rozstroiło, a z Małkiem nie było kontaktu z powodu oblodzonego mikrofonu? Czy mogli zdawać sobie sprawę z tragicznego położenia partnerów? Dlaczego zignorowali polecenia Wielickiego? Dlaczego Wielicki nie ustalił nieprzekraczalnej granicy odwrotu spod szczytu?

Spory ma wyciszyć raport przygotowywany przez komisję, na czele której staje wybitny wspinacz, zdobywca Korony Himalajów, Piotr Pustelnik. Jednak zamiast skupić się na wnioskach na przyszłość, wskazuje winnych. Przede wszystkim – Bieleckiego, najsilniejszego z całej czwórki, który nie dość że gnał ze szczytu, to gdy wreszcie odzyskał łączność radiową, zignorował polecenie Wielickiego, by wyjść zaginionym na pomoc, i nazajutrz ruszył w dół, do bazy. W przeciwieństwie do Małka, który przynajmniej próbował, ale wycieńczony zawrócił po kilkudziesięciu metrach i czekał w obozie szturmowym na wysłanego z odsieczą pakistańskiego wspinacza Karima Hayata.

Konflikt – z trudną do zniesienia sugestią, że śmierci Kowalskiego i Berbeki można było uniknąć – roznieca się na nowo.

Wyrok i jazgot

Obie książki to nie tylko próba rekonstrukcji tragicznych zdarzeń. Pokazują wątpliwości buzujące w środowisku, a przede wszystkim dręczące rodziny zmarłych. Przekonanych o nieetycznej postawie Bieleckiego i Małka utwierdzi w negatywnej ocenie wspinaczy przytaczana w „Niebie i piekle” (napisanym przez Bartka Dobrocha i Przemysława Wilczyńskiego) relacja uczestniczącego w wyprawie Karima Hayata. Wspomina, że zignorowali jego apel o pójście w górę, a Adam stwierdził, że zaginieni na pewno nie żyją. Po czym bez biwaku, za jednym zamachem, zszedł do bazy.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną