Ludzie i style

Krwawy plan

Z czego robi się sztuczną krew do filmów?

Salma Hayek („Pentameron”) zjada krwawe serce morskiego potwora. Salma Hayek („Pentameron”) zjada krwawe serce morskiego potwora. M2 Films/Getty Images / •
Publiczność w kinie rzadko zdaje sobie sprawę, jak wiele trzeba, by uzyskać realistycznie wyglądającą sztuczną krew w filmie. A przed nami Halloween i premiery horrorów.
Leonardo DiCaprio podczas nagrywania „Django” Quentina Tarantino rzeczywiście się skaleczył.Andrew Cooper/Columbia Pictures Leonardo DiCaprio podczas nagrywania „Django” Quentina Tarantino rzeczywiście się skaleczył.

Tekst został opublikowany w POLITYCE w październiku 2015 r.

W tym roku litry sztucznej krwi płynęły m.in. na planach filmowych „Crimson Peak. Wzgórze krwi” Guillermo del Toro i „Pentameron” Matteo Garrone’a. Del Toro chciał, by w gotyckiej opowieści grozy sceny przemocy były nagłe, proste i bardzo brutalne, więc też krwawe. Młoda Edith Cushing (Mia Wasikowska), od niedawna żona arystokraty Thomasa Sharpe (Tom Hiddleston), przenosi się do jego nawiedzonego domu. Jest to budowla z ogromną dziurą w dachu, w holu głównym i z czerwoną gliną wypływającą spomiędzy zbutwiałych klepek z posadzki poniżej. Naszpikowany kolcami korytarz przypomina narzędzie tortur hiszpańskiej inkwizycji – żelazną dziewicę, a całe części domu są pozamykane, bo mają być niebezpieczne. W „Crimson Peak. Wzgórzu krwi” jest sporo krwi CGI – stworzonej za pomocą animacji komputerowej, ale na przykład czerwone duchy, które żyją w przeklętym miejscu, wcześniej grane były przez dwójkę aktorów. Ich charakteryzacja trwała 6 godzin dziennie. Efekty komputerowe na razie nie wypierają jeszcze sztucznej krwi z ekranu, trudno też ocenić, czy równie dobrze straszą.

Dzięki tworzonym na potrzeby planów filmowym czerwonym płynom, maściom, woskom i żelom można osiągnąć w filmie złożone efekty charakteryzatorskie: wyciekanie krwi z nosa, budowanie mięsistych ran, krwawe łzy, oskalpowane głowy czy ciała rozrywane przez pociski. Sztuka aplikowania na skórę czerwonego barwnika doskonalona jest w filmie od prawie 50 lat. W tej chwili dobrze zrobionej charakteryzacji nie można już tak łatwo odróżnić od prawdziwej rany.

Wiarygodne odtworzenie naturalnych zachowań czerwonego, cielesnego płynu w CGI czy w charakteryzacji filmowej nie jest jednak łatwe, bo „krew ma specjalne właściwości w sobie”, jak pisał Johann Wolfgang von Goethe. „Rdzawa esencja”, „woda nieświęcona”, jak śpiewał zespół Type O Negative, jest lśniąca, lepka, nie za gęsta, nie za rzadka, spod skóry wydostaje się szybko i pod ciśnieniem. Pod wpływem utlenowania zmienia barwę, tworzy strupy, zasklepiając małe zadrapania i poważne rany w ciele. Z dużą ilością prawdziwej krwi tak naprawdę niewiele osób miało do czynienia.

Tyle możemy zaobserwować na skórze, a poważniejsze badania nad krwiobiegiem trwają od XVII w., gdy angielski lekarz William Harvey udowodnił serią prostych obserwacji, że krew krąży w zamkniętym przepływie. Wcześniej przez tysiąc lat wierzono, że jest niszczona, gdy tylko dotrze do opuszek palców, by powstawać w sercu na nowo. Ponieważ podważanie dawnych założeń nie należało w czasach historycznych do zajęć bezpiecznych (krew nie woda), Harvey z publikacją dzieła „De Motu Cordis” (O ruchu serca i krwi) czekał 12 lat.

Krew ze sztucznym barwnikiem

Bywa, że na ekran filmowy trafia prawdziwa ludzka krew. W ważnej scenie z westernu Quentina Tarantino „Django” Leonardo DiCaprio miał odpiłować kawałek białej czaszki i wykrzyczeć kilka pseudonaukowych teorii wprowadzonych do dialogów po lekturze frenologicznej książki z czasów wojny secesyjnej. Piłowanie kości w czasie kręcenia szóstego ujęcia poszło gładko, potem DiCaprio jednak uderzył otwartą dłonią w stół i trafił nią również w brzeg kielicha. Odłamki szkła wbiły się w rękę, a aktor mówił dalej, gdy jego jasnoczerwona krew szybko spływała z palców na powierzchnię stołu.

Stojący wtedy poza kadrem Tarantino nie miał początkowo pewności, czy krwawy dubel to wypadek przy pracy czy efekty specjalne. Aby bardzo udane szóste ujęcie (również według DiCaprio) znalazło się w filmie, aktor przez resztę pracy na planie nosił na lewej dłoni ślady zbudowane ze sztucznej krwi albo bandaże dostarczane przez pion kostiumograficzny. W „Django” krew ludzka została niezauważalnie wymieszana z krwią sztuczną i symbolicznie bryzgała na kłębki bawełny zbierane na plantacjach Południa przez amerykańskich niewolników.

Z prawdziwą krwią na ekranie próbowano też w Polsce. Na początku lat 90. Juliusz Machulski kręcił osadzony w realiach powstania styczniowego „Szwadron”, była tam scena potyczki oddziału konnego z kosynierami. Zorganizowano do niej duże ilości krwi z rzeźni, może dlatego, że dobrze wyglądała, a była zdecydowanie tańsza? Filmowcy wylali prawdziwą krew na ziemię, nie wzięli jednak pod uwagę tego, że to był bardzo upalny dzień i błyskawicznie zaczęła ściągać roje much. Zapach rozkładu był też trudny do zniesienia dla statystów i aktorów.

Normą w charakteryzacji filmowej jest w każdym razie krew sztuczna, zbliżona do naturalnego ideału. – Dobrej charakteryzacji się nie widzi. Nie chodzi o to, by była bezbłędna, ale widz w końcowym efekcie nie powinien czuć dysonansu – mówi Piotr Łyczkowski z Profilmu, od 23 lat zaopatrujący polskie plany filmowe w środki do charakteryzacji i efektów specjalnych. Wytwarzanie potrzebnej do dużych produkcji sztucznej krwi to poważna specjalizacja. Zajmują się tym małe zagraniczne firmy, tak jak inne zajmują się produkcją na potrzeby kina sztucznego brudu pod paznokcie, pigmentów imitujących fioletowe siniaki i sztucznej kokainy (filmowa produkcja nieprawdziwych narkotyków to odrębny, ciekawy wątek).

Białe, nierzucające się w oczy, opakowania sztucznej krwi zawierają na nalepce informację, że w środku jest czerwona pasta: świeża, dwudniowa, tygodniowa lub jeszcze starsza – najciemniejsza. Plastikowe, kanciaste butelki mają na sobie proste nalepki z gotycką czcionką i krótką listą składników. Przykładowo jest na nich informacja, że konkretny odcień płynnej krwi zawiera dwa dodatkowe barwniki: E102, czyli żółcień spożywczą, i E142, zieleń brylantową. Barwniki spożywcze dodawane są do droższych krwi, potem konserwowane przyswajalną witaminą C. Dzięki temu można taką krew bezpiecznie wpuszczać do nosa czy do ust aktora.

Ta cecha została wykorzystana w krwawej scenie w „Pentameronie”. To ekranizacja trzech baśni Giambattisty Basilego, trochę zapomnianego XVII-wiecznego kolekcjonera podań ludowych, który jako pierwszy spisał historię o Kocie w butach. Grana w „Pentameronie” przez Salmę Hayek królowa, aby zajść w ciążę, musi zjeść serce potwora morskiego. Sztuczne serce było ogromne i, także w środku, zgodne z budową anatomiczną ludzkiego. Hayek źle wspominała kolejne ujęcia, w którym musiała wgryzać się w zbitą masę ze sztucznej krwi na bazie barwników spożywczych i syropu klonowego, cukrowej pianki i rozgotowanego makaronu.

Krew tylko dla dorosłych

Filmowa krew nie jest tania, ta najlepsza kosztuje ok. 270 zł za 35 ml. Rodzajów filmowego płynu jest obecnie bardzo dużo. To są wariacje mieszanki, którą amerykański charakteryzator Dick Smith zrewolucjonizował w latach 70. profesjonalne nagrywanie scen gore. Zmienił też sposób pracy na planie tanich produkcji filmowych (podobną mieszankę można teraz wyprodukować samemu). Skład jego czerwonej formuły to 950 ml przezroczystego syropu kukurydzianego, jedna łyżeczka parabenu metylu, pięć łyżeczek żółtego barwnika spożywczego, 60 g czerwonego barwnika i 60 g trującej substancji Kodak Photo-Flo. Właśnie taką sztuczną krew charakteryzator przygotowywał w latach 70. dla reżyserów „Ojca Chrzestnego”, „Egzorcysty” i „Taksówkarza”.

Publiczność początkowo źle reagowała na nową krew. „Taksówkarz” z jej powodu miał być wyświetlany tylko dla widzów powyżej 18. roku życia. Żeby uzyskać od przedstawicieli organizacji Motion Picture Association of America zgodę na wyświetlanie filmu dla nastolatków, Martin Scorsese musiał trochę zmienić kolor scen, w których czerwień się pojawiała. Krew miała stać się mniej realistyczna i jaskrawa, bardziej rdzawa. Tylko że efekt końcowy był, zdaniem reżysera, jeszcze bardziej niepokojący. Stanley Kubrick uniknął problemów, jakie miał Scorsese, i jakimś cudem przekonał MPAA, że z windy w „Lśnieniu” wylewa się nie fala krwi, tylko rdzawej wody.

Wydaje się, że kiedyś podejście reżyserów do czerwieni było bardziej „garażowe”. Brian De Palma, gdy kręcił „Carrie”, potrzebował jednego ujęcia, by nagrać oblanie dziewczyny na szkolnym balu sztuczną krwią. Jean-Luc Godard specjalnie stosował jarzącą się farbę i mówił, że nie używa w filmach krwi, tylko czerwieni. Dario Argento zwykłą juchę pokazywał być może najpiękniej ze wszystkich, we włoskich niskobudżetowych horrorach. Na powtarzających się zbliżeniach noży wbijanych w ciała zawsze filmował własne dłonie ubrane w czarne skórzane rękawiczki.

Spłonki i ampułki

Realistyczny kolor sztucznej krwi na planie zdjęciowym nie jest już dziś problemem. Zabarwienie dostosowuje się do tego, jaki ma być efekt kolorystyczny całego filmu. – Na etapie korekcji barwnej można ingerować w kolory. To, że na planie krew jest czasem chemicznie malinowa, nie znaczy, że taka będzie w efekcie końcowym – tłumaczy Piotr Sobociński, odpowiedzialny między innymi za zdjęcia do będącego na etapie postprodukcji „Wołynia”.

Za charakteryzację w tym filmie odpowiadała często współpracująca z reżyserem Wojciechem Smarzowskim Ewa Drobiec. Przed rozpoczęciem zdjęć do brutalnych scen operator i pion charakteryzatorski organizują próby, by wybrać krew o odpowiednim odcieniu i konsystencji potrzebnej do danej sceny. Sobociński opowiada, że w czasie zdjęć nocnych niejednokrotnie używa się na planie krwi jaśniejszej, żeby była lepiej widoczna, a w dzień nawet krwi prawie czarnej. – Na planie „Wołynia” wszyscy byli wręcz zalani krwią. Często wykorzystywaliśmy różne triki, przykładowo aktor miał ampułkę ze sztuczną krwią w ustach i ją przegryzał – opowiada.

Takich trików jest więcej. Jeżeli na koszuli ma pojawić się ślad po ranieniu kulą, używa się torebek z krwią i spłonek (małych ładunków wybuchowych) zsynchronizowanych czasowo przez pirotechników z odgłosem wystrzału z broni. Jeżeli na głowie aktora ma pojawić się strużka krwi, zakłada mu się czasem poprowadzoną pod włosami cienką rurkę. Gdy pada strzał, aktor naciska trzymaną poza kadrem pompkę i gdy poczuje na czole specjalną, bardziej rozrzedzoną krew, zaczyna się przewracać.

Charakteryzatorzy dysponują arsenałem brunatnych woskowych wypełniaczy dla świeżych ran i kilkudniowych strupów. Pigmentowy płyn na bazie silikonowej (innej niż wymieniona wcześniej baza z syropu klonowego) używany jest do budowania trójwymiarowych obrażeń. Jeżeli na większych ranach zbudowanych z silikonu sztuczna krew nie będzie chciała się sączyć i zmieni się na nim w kropelki, można do takiej krwi dodać trochę płynu do zmywania naczyń, który zmniejszy napięcie powierzchniowe. Charakteryzatorzy muszą w trakcie zdjęć zmieniać sztuczne obrażenie, wiedzieć, ile czasu minęło od momentu filmowego urazu. Prawdziwa krew się starzeje, nieprawdziwa, filmowa nie, więc w użyciu jest wiele jej rodzajów.

Czasem stosowana jest na planie też tak zwana krew magiczna. Jest dwuskładnikowa: jednym z przezroczystych składników smaruje się skórę, drugim krawędź noża czy nahajki. Po połączeniu obu substancji ma miejsce szybka reakcja chemiczna i pojawia się czerwona smuga. Można też użyć tak zwanego noża efektowego, który na niewidocznej od strony kamery krawędzi ma zbiornik z krwią.

Filmowe serca

Wyższą szkołą jazdy jest budowa sztucznego serca pompującego sztuczną krew. Charakteryzatorki Agnieszka Hodowana i Weronika Piechota razem z technikiem Sebastianem Dziakiem byli odpowiedzialni za efekty specjalne i fantomy w filmie „Bogowie”. Inspiracji szukali, m.in. obserwując czterogodzinną operację na sercu w Instytucje Kardiologii w Aninie. Ich zadanie było dużo bardziej złożone niż wykorzystywanie na planie filmowym odpowiedniej sztucznej krwi: jaśniejszej (tętniczej) lub ciemniejszej (żylnej). Po konsultacjach z kardiochirurgiem dr. n. med. Janem Herburt-Heybowiczem, po przejrzeniu wielu godzin dokumentacji filmowych z operacji i modeli 3D, powstał zdalnie sterowany, elektroniczny mechanizm bijący rytmem zdrowego lub chorego serca. Został schowany w anatomicznym modelu – silikonowym ludzkim sercu, barwionym czerwonym i żółtym pigmentem na wzór prawdziwego tłuszczu i mięśni. Sztuczne serce trafiło do sztucznej klatki piersiowej, by pomóc uwiarygodnić w „Bogach” historię pierwszego polskiego przeszczepu prawdziwego serca.

Jest jeszcze kwestia tego, czy chcemy, żeby krew w filmie była realistyczna – rzuca Sobociński, który odpowiadał również za zdjęcia do „Bogów”. W czasach gdy krew na ekranie może wyglądać bardzo dobrze, zupełnie prawdziwie, gdy budowane są sztuczne serca filmowe, Quentin Tarantino nie ma specjalnie ochoty na realizm. Tarantino, który wykorzystał ujęcie z prawdziwą krwią DiCaprio, przeważnie szuka odcieni przypominających niedoskonałą krew w kolorze czerwonego lateksu ze starych niskobudżetowych filmów. Zabarwienie sztucznej krwi ma dla niego tak duże znaczenie, że podczas kręcenia „Kill Billa” mieszał jej kilka rodzajów. „Nie można wylać na katanę syropu malinowego i sprawić, by wyglądała dobrze. Trzeba uzyskać specjalny rodzaj krwi, który widzi się tylko w filmach samurajskich” – tłumaczył parę lat temu w tygodniku „Time”. Wszystko po to, by, jak pisał Stephen King, amerykańskie kina mogły sprzedawać swojej publiczności bloodcorn – popcorn z czerwonym barwnikiem spożywczym.

Polityka 43.2015 (3032) z dnia 20.10.2015; Ludzie i style; s. 92
Oryginalny tytuł tekstu: "Krwawy plan"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Szkoła bardzo szkodzi. Uczniom, demokracji, światu

Rozmowa z dr. Mikołajem Marcelą o fatalnych skutkach kultywowania XIX-wiecznej formuły szkoły, wychowywaniu do autorytaryzmu i o tym, jak można to zmienić.

Jacek Żakowski
18.09.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną