Demon dopingu nad kolarzami

Czytanie między watami
Gdyby kolarze pozwolili zajrzeć do swojej treningowej kuchni, zyskaliby na wiarygodności. Ale z reguły odmawiają, zasłaniając się tajemnicą zawodową.
Brytyjczyk Chris Froome (w żółtej koszulce lidera) z kolarskiej grupy Sky, dwukrotny zwycięzca Tour de France.
Lionel Bonaventure/AFP/EAST NEWS

Brytyjczyk Chris Froome (w żółtej koszulce lidera) z kolarskiej grupy Sky, dwukrotny zwycięzca Tour de France.

W kolarskim klimacie odnotowano ocieplenie. Kibice na Tour de France już nie paradują przy trasach przebrani za gigantyczne strzykawki z napisem EPO, nie rzucają w kolarzy kubkami z moczem. Atmosfera się oczyściła przede wszystkim dlatego, że przypadków dopingu jest coraz mniej. W tym roku, jak na razie, zaledwie cztery.

Dowodem powrotu do normalności ma być zwykłe porównanie czasów uzyskiwanych przez kolarzy na konkretnych odcinkach. Rekord na legendarnym Alpe d’Huez (37 i pół minuty) należy do szprycującego się regularnie, zmarłego w wieku 34 lat z powodu przedawkowania kokainy Marco Pantaniego, a dopiero na 17.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj