Ludzie i style

Zbuduj stół i relacje

Rzemieślnikiem być: wystarczy zapisać się na warsztaty

Właściciel Domowej Stolarni zamienił pasję w pracę, dając ludziom możliwość nauczenia się prostych czynności. Właściciel Domowej Stolarni zamienił pasję w pracę, dając ludziom możliwość nauczenia się prostych czynności. Marek Wituszyński
Już nie tylko gotowanie, ale także szycie, stolarka i ogrodnictwo. W miastach zapanowała moda na udział w warsztatach i kursach, które uczą rzeczy tyleż banalnych, co zapomnianych.
Współtwórczyni warsztatów CookUp zauważa, że w Polsce gotowanie albo wynosisz z domu, albo wybierasz profesjonalną ścieżkę edukacji.One Press Foto Współtwórczyni warsztatów CookUp zauważa, że w Polsce gotowanie albo wynosisz z domu, albo wybierasz profesjonalną ścieżkę edukacji.
Na warszawskiej Pradze Fundacja Strefa Wolnosłowa z Goethe Institut i Teatrem Powszechnym powołała do życia Ogród Powszechny.Fundacja Strefa WolnoSłowa Na warszawskiej Pradze Fundacja Strefa Wolnosłowa z Goethe Institut i Teatrem Powszechnym powołała do życia Ogród Powszechny.

Artykuł w wersji audio

Jeszcze nie tak dawno temu oczywistością było, że każda dziewczyna potrafiła ugotować obiad, zszyć rozprute spodnie, obrębić obrus czy firankę, posprzątać „na błysk” mieszkanie. Tak jak każdy chłopak musiał wiedzieć, jak się używa młotka, kombinerek czy wiertarki i z której strony trzyma się śrubokręt. Wielu mężczyzn samodzielnie umiało wykonać proste czynności hydrauliczne i techniczne. Nierzadko zbudować od zera stół, półkę czy wieszak. Często z braku innych możliwości – wielu rzeczy po prostu nie sposób było dostać w sklepie lub trzeba było na nie czekać miesiącami.

Te do niedawna oczywiste umiejętności dla najmłodszego pokolenia Europejczyków, w tym Polaków, są już czymś wyjątkowym i elitarnym. Godnym snapów, memów i wpisów na fejsie. Na internetowych profilach można dziś natknąć się na zdjęcia osób pozujących przy lepieniu pierogów czy wieszaniu obrazu na prawidłowo wbitym gwoździu. A pod nagraniem czy zdjęciem przeczytać pełne zachwytu komentarze w stylu: „jak to zrobiłaś”, „photoshop”, „rocket science” czy „bez kitu, Star Wars 8”. Kiedyś gotowania, szycia, prac ogrodniczych czy stolarki uczyło się od babć, dziadków i rodziców, w XXI w. to umiejętności pracowicie zdobywane na kursach i warsztatach.

Terapia meblowa

Bartłomiej Płócienniak, kucharz i szef krakowskiego projektu Twój Kucharz, warsztaty prowadzi od sześciu lat. Zdecydował się po licznych prośbach znajomych i nieznajomych, którzy słyszeli, że jest w gotowaniu naprawdę dobry. Kursy prowadzi tematyczne, np. poświęcone owocom morza, dziczyźnie, nowalijkom czy nowej kuchni polskiej. Uczestników swoich zajęć może podzielić na kilka kategorii: ludzi, którzy gotować nie umieją, a chcą poznać sekret nieprzypalonej zupy, tych, którzy chcą podpatrzyć profesjonalistę w akcji, oraz stałych bywalców, którzy poznali się na jego warsztatach, i przychodzą ponownie, zarówno by poznać kolejne tajniki kuchni, jak i pobyć z nowymi znajomymi. Zainteresowanie jest duże i rośnie.

Kamila Liszczyna, współtwórczyni warsztatów CookUp, zauważa, że w Polsce gotowanie albo wynosisz z domu, uczysz się go od babci czy mamy, albo wybierasz profesjonalną ścieżkę edukacji. CookUp powstały dla tych drugich. Z początku uczestnikami zajęć byli głównie miłośnicy programów kulinarnych, obecnie przychodzą ludzie w każdym wieku, w grupach i pojedynczo, wolni strzelcy i pracownicy firm – nauczyć się gotować, ale przede wszystkim wyluzować się po pracy. Dla wielu z nich zajęcia są też okazją do poznania nowych ludzi. Twórczyni CookUp opowiada o tworzących się parach, które później wspólnie wracały na kolejne zajęcia, o osobach samotnych, po rozwodach i rozstaniach, dla których gotowanie z innymi było rodzajem terapii. – Emocje podczas wspólnego gotowania są niepowtarzalne, a liczba wracających kursantów tak duża, że chyba nie chodzi wyłącznie o modę na gotowanie. Bo jest coś magicznego i jednoczącego we wspólnym wypiekaniu chleba w sobotni poranek – zastanawia się Liszczyna.

Warsztaty wrocławskiej Domowej Stolarni, której właścicielem jest Paweł Jakubowski, to efekt pasji, która przerodziła się w regularną pracę i sposób na życie. W trakcie targów meblowych, na których prezentował swoje wyroby, kilka odwiedzających jego stanowisko osób spytało, czy nie poprowadziłby dla nich warsztatów. Pierwsze zajęcia odbyły się w maju ubiegłego roku, zainteresowanie przeszło najśmielsze oczekiwania Jakubowskiego. – Ludzie przychodzą na warsztaty, aby nauczyć się podstaw pracy z drewnem, poznać techniki obróbki i wykańczania powierzchni drewnianych. Przychodzą też, żeby przeżyć swojego rodzaju przygodę, jaką jest praca w stolarni razem z innymi ludźmi – tłumaczy stolarz.

Wielu z uczestników jego zajęć pracuje w firmach, gdzie przez cały dzień siedzi w pojedynkę przed komputerem, okazyjnie spotykając się z innymi ludźmi na formalnych mityngach. Samotność w pracy skłoniła ich do szukania zajęć, które wiążą się z robieniem czegoś w grupie, z prawdziwymi ludźmi. Właściciel Domowej Stolarni wśród uczestników szczególnie wspomina małżeństwo pracujące na co dzień jako terapeuci par z problemami: – Byli zaskoczeni atmosferą panującą na warsztatach, stwierdzili, że to świetny pomysł dla par przychodzących na ich terapie. Wspólna praca, konieczność współdziałania przy budowie poszczególnych elementów mebla, tworzenie czegoś razem to świetne doświadczenie i sposób na zbliżenie się do drugiej osoby.

Zarówno ta historia, jak i obserwacje uczestników, dla których niejednokrotnie integracja okazywała się ważniejsza niż same zajęcia, zachęciła Jakubowskiego do poszerzenia oferty biznesowej o zajęcia dla firm i rodzin, podczas których wszyscy coś wspólnie budują. I przedmioty z drewna, i relacje. Stoły, przy których można urządzić wieczornego grilla, czy ramki do zdjęć, które zawisną potem w firmie albo w domu. Mimo że prowadzi zajęcia już ponad rok, nie może wyjść z podziwu, jak ogromną frajdę sprawia dorosłym ludziom możliwość zbudowania czegoś za pomocą zwykłych narzędzi, które często posiadają sami w domu. Wszystko wygląda inaczej, kiedy robi się to w grupie.

Menedżerowie szycia

Kursy krawieckie organizowane przez firmę Ciekawe Szycie wystartowały w 2014 r. Pomysłodawczyni biznesu Agata Zarzycka rozpoczęła przygodę z krawiectwem od klasycznego szycia miarowego. Powtarzające się pytania od klientek, czy zna kogoś, kto uczy szycia albo chociaż pomoże zrealizować własny projekt lub zmienić starą sukienkę w coś olśniewającego, uświadomiły jej, że na rynku jest pokaźnych rozmiarów nisza. Tak zrodził się pomysł na podstawowy i wciąż najpopularniejszy kurs: „Wstęp do szycia”. Trwa cztery godziny, osoby biorące w nim udział poznają podstawy obsługi maszyny do szycia i podstawowe czynności krawieckie, czyli wszywanie suwaka, podszewki, obrębianie i pikowanie. Ciekawe Szycie swoje pierwsze warsztaty prowadziło w dwóch salach na Bemowie. Szybko okazało się, że popyt na zajęcia jest tak duży, że trzeba było szukać większego metrażu. Dlatego otworzyli Dom Ciekawego Szycia w trzypiętrowym budynku na Mokotowie, łączący sklep i przestrzeń warsztatową.

Na warsztaty często przychodzą panie pracujące na wysokich stanowiskach w wielkich korporacjach. Psychicznie zmęczone swoją pracą, osamotnione w codziennej odpowiedzialności za ludzi i ogromne budżety. Spragnione zajęcia, które je zrelaksuje, sprawi, że zapomną na chwilę o deadline’achasap-ach, poczują się częścią grupy. – Kursantki rozmawiają ze sobą w trakcie przerw, pomagają sobie przy trudniejszych czynnościach. Często zdarza się, że wychodzą w jednej wspólnej grupie. Widać, że dla niektórych to bardzo ważne – zauważa Sebastian Koroluk, project manager w Ciekawym Szyciu. – Po skończonym kursie szukają się na portalach społecznościowych, zakładają grupy, a potem nieraz proszą o kurs już we własnym gronie.

Maszyna do szycia budzi pozytywne skojarzenia – z babcią czy mamą cerującymi albo szyjącymi wieczorami. Podobnie jest z ogrodnictwem, dla wielu współczesnych mieszczuchów to powrót do czasów dzieciństwa, gdy pomagali dziadkom plewić w ogródkach czy na działkach. Na warszawskiej Pradze Fundacja Strefa WolnoSłowa z Goethe Institut i Teatrem Powszechnym powołała do życia Ogród Powszechny. Teatr Powszechny zainteresował się ideą ogrodu, chcąc jeszcze bardziej otworzyć się na ludzi. Ogród zlokalizowany jest przy ulicy, w miejscu, gdzie normalnie jest teatralny parking. Wiele osób, mijając w drodze do i z pracy skupisko donic, doniczek i skrzynek z zielonymi sadzonkami, zastanawia się, co się tu dzieje, z czasem ciekawość zwycięża i przychodzą zobaczyć, w czym rzecz.

I o to także chodziło organizatorom – żeby na chwilę zatrzymać w Ogrodzie przechodniów i okolicznych mieszkańców. Kto wie, może przyjdą któregoś razu posadzić jakąś roślinę własnymi rękami? Ogród powstał na wzór Ogrodu Księżniczek w Berlinie, jednego z największych ogrodów społecznościowych, jakie funkcjonują w Europie. Istnieje dzięki ludziom, którzy z własnej woli przy nim pracują: okolicznym mieszkańcom, uczestnikom artystycznych działań Strefy WolnoSłowej, studentom SGGW, którzy zaangażowali się w projekt, przypadkowym osobom, które zachwycił pomysł, i pracownikom teatru. Wspólnie uprawiają, podlewają i pielęgnują rośliny. – Razem się o ogród troszczymy, razem brudzimy ręce w ziemi. Stawiamy na budowanie wspólnoty poprzez działania warsztatowe i społecznościowe – mówi Alicja Borkowska z Fundacji Strefa WolnoSłowa, która ma duże doświadczenie w organizowaniu tego typu działań.

Fundacja od czterech lat organizuje warsztaty teatralne dla cudzoziemców. Najważniejszym celem zajęć jest nie trening aktorski, lecz stworzenie przestrzeni, w której człowiek spotyka się z człowiekiem. Gdzie imigrant może zrobić coś razem z lokalsem od zera, zaczynając od tego samego poziomu. Nie w relacji nauczyciel–uczeń czy urzędnik–imigrant. 

Kolejka do komuny

Nazwany i zdefiniowany w latach 70. ubiegłego wieku Manifest dobrego życia w krajach nordyckich, do którego odwołuje się twórca ubiegłorocznego głośnego filmu dokumentalnego „Swedish Theory of Love” Erik Gandini, mówi o modelu życia koncentrującym się w pierwszej kolejności na sobie i swoich potrzebach. Zgodnie z przesłaniem Manifestu żaden dorosły Szwed nie powinien być finansowo zależny od swojej rodziny, jak i od żadnej innej osoby. Zjawisko to możemy podejrzeć też w innym szwedzkim filmie z 2013 r. – „Optymistki”. Bohaterkami obrazu są na pozór pogodne staruszki, którym w sferze materialnej niczego nie brakuje. Są tylko samotne. Bliskości z drugim człowiekiem szukają we wspólnej grze w siatkówkę.

Rozwiązaniem dla Szwedów czujących podobnie jak „optymistki” i chcących w codziennym życiu walczyć z samotnością są społeczności typu Färdknäppen. Składają się one z budynków, w których oprócz mieszkań są także pomieszczenia wspólne, w tym przestrzeń warsztatowa wyposażona w przybory do szycia czy prac stolarskich. Każdy z członków społeczności ma dyżur przy sprzątaniu i gotowaniu wspólnych posiłków, które są następnie podawane we wspólnej jadalni. Pomysłodawczyni tego typu społeczności Monica William-Olsson wpadła na tę ideę po wyprowadzce ostatniego ze swoich dzieci. Siedziała w domu sama, zastanawiając się, czy tak musi być. I ona, i większość mieszkańców stworzonej przez nią komuny, mimo życiowej samotności, z wyboru lub konieczności, odczuwa potrzebę pozostania w jakiejś formie koegzystencji z innymi ludźmi. Bo nawet największa liczba znajomych w internecie nie daje im poczucia prawdziwej relacji z drugim człowiekiem. Dziś tego typu komuny są tak popularne, że wiele osób czeka w kolejce na wolne miejsce. Społeczności podobne do tej w Sztokholmie działają już także w Göteborgu, Malmö, Lund i Falun.

W Polsce są wciąż pieśnią przyszłości, choć pewnie niedalekiej, skoro powoli doganiamy Zachód zarówno pod względem zamożności, jak i liczby tzw. jednoosobowych gospodarstw domowych. A po okresie, w którym wielu ludzi – zwłaszcza należących do młodego pokolenia – zajmowało się głównie tworzeniem wirtualnych tożsamości, następuje wzrost popularności realnych form wspólnego działania. Odpowiedzią na te potrzeby są właśnie rozmaite warsztaty i kursy. Nauka stolarki, gotowania, szycia czy ogrodnictwa stają się dobrym pretekstem do wspólnej pracy i budowania więzi, które przez tysiąclecia decydowały o przetrwaniu nie tylko jednostki, ale i całej społeczności.

Polityka 34.2016 (3073) z dnia 16.08.2016; Ludzie i style; s. 80
Oryginalny tytuł tekstu: "Zbuduj stół i relacje"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Dobrze jest mówić tylko prawdę?

Czy kłamstwo zawsze krzywdzi.

Joanna Ulatowska
27.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną