Polska szkoła dopingu

Sztanga upadła
Doping w ciężarach był, jest i będzie. Coraz mniej prawdopodobne olimpijskie medale nie są warte coraz bardziej prawdopodobnego dopingowego wstydu.
Adrian Zieliński. Mistrz z poprzedniej olimpiady na tej nie zdążył nawet wystąpić.
Wojciech Pacewicz/PAP

Adrian Zieliński. Mistrz z poprzedniej olimpiady na tej nie zdążył nawet wystąpić.

Blask złota wioślarek Natalii Madaj i Magdaleny Fularczyk-Kozłowskiej przykrył wstyd związany z wpadkami trzech sztangistów: Adriana i Tomasza Zielińskich oraz Krzysztofa Szramiaka. Ale tylko na chwilę i tylko na polskim podwórku. Nie miejmy złudzeń – czasy są takie, że wiadomości o oblanych kontrolach rezonują dużo mocniej niż sukcesy medalowe, zwłaszcza w bardziej niszowych sportach. Czas i miejsce wpadek, a także kaliber ostatniego z „trafionych” – czyli Adriana Zielińskiego, mistrza świata i mistrza olimpijskiego z Londynu – sprawiły, że polska sztanga nagle stanęła w jednym rzędzie z rosyjską i bułgarską, z powodu notorycznych dopingowych grzechów już wcześniej z igrzysk wykluczonych.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj