Skutki uboczne niezwykłej popularności filmowego Greya

Sado-maso dla mas
Do kin wchodzi właśnie „Ciemniejsza strona Greya”, druga część słynnej sagi, która – choćby i nie do końca szokowała tym, co na ekranie – zaskoczyła świat skutkami ubocznymi.
Obserwatorzy rynku są zgodni, że prędzej czy później wzrośnie zapotrzebowanie na następcę Greya.
Universal Pictures

Obserwatorzy rynku są zgodni, że prędzej czy później wzrośnie zapotrzebowanie na następcę Greya.

Na sukces filmowego Greya z początku złożyły się głównie trzy elementy: jego wersja książkowa, obietnica mniej poprawnego kina i całkiem sprawnie poprowadzona akcja promocyjna.
Doane Gregory/Universal Pictures

Na sukces filmowego Greya z początku złożyły się głównie trzy elementy: jego wersja książkowa, obietnica mniej poprawnego kina i całkiem sprawnie poprowadzona akcja promocyjna.

Firma Teddy Bear z Vermontu wypuściła misie dla dorosłych, trzymające w łapkach przepaski na oczy i kajdanki.
Teddy Bear

Firma Teddy Bear z Vermontu wypuściła misie dla dorosłych, trzymające w łapkach przepaski na oczy i kajdanki.

Prosi, żeby zdjęła majtki. „Ale jak to, tutaj?” – upewnia się Anastasia. Są w restauracji. Na jego skinienie koronkowa, czarna bielizna sunie już ku podłodze. Christian prosi więc o rachunek. Później w windzie niby się schyla, żeby zawiązać sznurówki, ale wiadomo, że co innego chodzi mu po głowie. Kiedy dyskretnie wsuwa dłoń pod jej sukienkę, Anastasia ekscytuje się nieco za głośno. Wychodzą, wymieniają filuterne uśmiechy – trochę jak łobuzujące nastolatki.

Klipy promocyjne (wyżej streszczenie jednego z nich) i zwiastuny „Ciemniejszej strony Greya” mają na YouTube miliony odsłon. Pierwszy zwiastun 24 godziny po publikacji we wszystkich platformach społecznościowych razem wziętych wyświetlono w sumie aż 114 mln razy – podaje „The Hollywood Reporter”. Czyli 2 mln więcej niż poprzedni rekordzista, „Gwiezdne wojny: Przebudzenie mocy”, który przedtem pod tym względem rywalizował sam ze sobą.

Reżyser James Foley celował z premierą „Ciemniejszej strony Greya” w podobny moment co reżyserka Sam Taylor-Johnson przy okazji premiery części pierwszej („50 twarzy Greya”, 2015 r.) – czyli w okolice walentynek. Kto jednak czytał wcześniej książki E.L. James, autorki trylogii, ten nie spodziewa się teraz zwyczajnej miłosnej historii ze scenami łóżkowymi i wplątanymi w nie elementami sado-maso. To już nie będzie romans z domieszką fabuły, ale – jak zapowiadają twórcy – romans z domieszką thrillera. Anastasia straci nieco ze swej naiwności. Pojawią się nowe postaci, m.in. dawna, nieobliczalna partnerka Christiana. On sam będzie się zmagał z przeszłością. Albo raczej: „konfrontował się ze swoimi demonami”, jak to ujmuje w swojej książce James. Akcja ma więc nabrać tempa, ma być mrocznie, perwersyjnie. I znowu – jak pewnie dodadzą złośliwcy – kiczowato.

W żadnej odsłonie – książkowej, filmowej – saga nie zyskała uznania krytyki, ale osiągnęła trudny do zakwestionowania sukces. Z danych Box Office Mojo wynika, że film „50 twarzy Greya” zarobił trochę ponad 571 mln dol. W samych Stanach Zjednoczonych w kategorii „dramat romantyczny” – zestawienie dotyczy filmów wyświetlanych po 1980 r. – zajmuje w rankingu miejsce czwarte, po takich klasykach, jak „Titanic”, „Uwierz w ducha” i „Pearl Harbor”. W Polsce Grey miał jeden z lepszych weekendów otwarcia – ponad 800 tys. widzów. Do kin wybrało się w sumie ponad 1,8 mln naszych rodaków, do skarbonki dorzuciliśmy więc od siebie 9 mln dol. Ale skutków popularności Greya jest więcej – i są nie tylko ekonomiczne.

Skutek pierwszy: BDSM w mainstreamie

Po premierze „50 twarzy Greya” więcej niż recenzji opublikowano tekstów i materiałów naukowych analizujących zgubny wpływ filmu na jego odbiorców, zwłaszcza tych niedorosłych, ale zafascynowanych (w domyśle: niezdrowo zafascynowanych). Demoralizuje, niczym pornografia daje nierealistyczne wyobrażenie na temat ludzkiej seksualności – komentowano. Pojawiały się i głosy przeciwne. Film i książki są skierowane do kobiecej publiczności i mogą się okazać przydatne, bo – jak się czasem tłumaczy – pokazują, że w seksie wszystkie chwyty dozwolone, nic zdrożnego w eksperymentach, a wyzwolona kobieta koniec końców może robić ze swoim ciałem, co chce. Nawet je ranić.

Rzecz budzi jednak kontrowersje. Działo się tak i nadal dzieje dlatego, że dotąd w mainstreamie nie było miejsca dla seksualnych praktyk BDSM, polegających głównie na tym, że jedna strona podporządkowuje się drugiej („ulega” jej, pozwala się zdominować), godzi na różne formy sadyzmu i zadawanie jej bólu – dla obopólnej przyjemności, rzecz jasna.

„Czy wysunięcie na pierwszy plan wątków BDSM promuje poniżające wizje moralności, seksualności, kobiecości?” – pyta izraelska socjolożka Eva Illouz w interesującym eseju „Hardkorowy romans”. Nie – odpowiada – bo mimo zgrzytów fabularnych, powtórzeń i kiepskiego stylu „50 twarzy Greya” to w jakimś sensie opowieść o samopoznaniu i budowaniu intymności. Anastasia, próbując poznać samą siebie, staje się w końcu bardziej samodzielna. „Rozwój norm autonomii, równości i wolności idzie w parze z coraz większym unormowaniem się i rozprzestrzenianiem praktyk BDSM” – notuje Illouz. Ot, paradoks. Zdaniem socjolożki rewolucja obyczajowa dokonała się jakieś 3–4 dekady temu i obecność BDSM na dużym ekranie we wszystkich multipleksach na świecie tylko tę tezę potwierdza. To skutek, nie przyczyna.

Grey więc nie tyle poluzował seksualny gorset, ile trafił akurat na dobrą koniunkturę. I nieco ją podkręcił. Po premierze pierwszej części wzrosła sprzedaż w branży – tak to określmy – erotycznej (zyski podniosły się o 8 proc. w skali 2015 r.). „W oczekiwaniu na wzmożone zainteresowanie sprzedawcy zaangażowani w tzw. przemysł przyjemności zaczęli robić zapasy” – notował „New York Times”. Zapasy przepasek na oczy, masek, batów i kajdanek. Do sprzedaży trafiły tematyczne gadżety, np. wibrujące pierścionki (funkcja ozdobna tego rodzaju biżuterii jest oczywiście drugorzędna). Firma Teddy Bear z Vermontu wypuściła misie dla dorosłych, trzymające w łapkach – znowu – przepaski na oczy i kajdanki. Brytyjska sieć sklepów B&Q – sklepów budowlanych, dodajmy – powiększyła zbiory lin, kabli i taśm. Na wszelki wypadek.

Wzmożony ruch zanotowały też serwisy pornograficzne. PornHub podał, że w obrębie portalu aż o 20 proc. wzrosło wyszukiwanie hasła „pęta”, o 40 proc. – „dominacja”, o 55 proc. – „uległość”. W myśl teorii Evy Illouz nie powinno to jednak niepokoić ani szokować. Można powiedzieć: naturalny proces emancypacji. Zwłaszcza kobiet.

Skutek drugi: obsadzeni są speszeni

Na sukces filmowego Greya z początku złożyły się więc głównie trzy elementy: jego wersja książkowa (wydawca utrzymuje, że co sekunda sprzedają się dwa egzemplarze), obietnica mniej poprawnego kina i całkiem sprawnie poprowadzona akcja promocyjna, starannie zaplanowana przez wytwórnię Universal Pictures. Zwykle kluczowym elementem jest też obsada, ale przed dwoma laty główne role przypadły dwójce nie tak głośnych aktorów: Dakocie Johnson (Anastasia Steele) i Jamiemu Dornanowi (Christian Grey). Do ról przymierzano bardziej rozpoznawalne nazwiska, ale sporo osób – w tym np. Ryan Gosling – oferty odrzuciło.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną