Kolekcjoner zabawek: ma ich ponad 40 tysięcy

Bawideł czar
Zabawki to coś dla dzieci? Nie tylko – przekonuje Marek Sosenko, który zgromadził ich ponad 40 tys.
Rodzina Sosenków wśród swoich zbiorów – Marek (w fotelu) z żoną Bożeną, synem Wojciechem i jego narzeczoną Karoliną oraz córką Katarzyną (pierwsza z lewej). Na fot. brakuje drugiej córki Magdaleny, także kolekcjonerki.
Grzegorz Klatka/Polityka

Rodzina Sosenków wśród swoich zbiorów – Marek (w fotelu) z żoną Bożeną, synem Wojciechem i jego narzeczoną Karoliną oraz córką Katarzyną (pierwsza z lewej). Na fot. brakuje drugiej córki Magdaleny, także kolekcjonerki.

Papierowa zabawka do ubierania
Grzegorz Klatka/Polityka

Papierowa zabawka do ubierania

Niemiecka lalka
Grzegorz Klatka/Polityka

Niemiecka lalka

Porcelanowa figurka z kolekcji Sosenków
Grzegorz Klatka/Polityka

Porcelanowa figurka z kolekcji Sosenków

Niemiecka lalka
Grzegorz Klatka/Polityka

Niemiecka lalka

Niemiecka lalka
Grzegorz Klatka/Polityka

Niemiecka lalka

Państwo Sosenkowie na targu staroci w Krakowie
Grzegorz Klatka/Polityka

Państwo Sosenkowie na targu staroci w Krakowie

Marek w swoim antykwariacie z dokumentalistką kolekcji Elżbietą
Grzegorz Klatka/Polityka

Marek w swoim antykwariacie z dokumentalistką kolekcji Elżbietą

Król polskich kolekcjonerów ze starym modelem statku w jednym z krakowskich magazynów, gdzie przechowuje zbiory.
Grzegorz Klatka/Polityka

Król polskich kolekcjonerów ze starym modelem statku w jednym z krakowskich magazynów, gdzie przechowuje zbiory.

W rodzinie Sosenków kolekcjonowanie to cecha genetyczna. Różne rzeczy zbierał dziadek, ojciec był zapalonym filatelistą. – I marzycielem – dodaje Marek Sosenko. – Całe życie polował na swego błękitnego Mauritiusa lub czerwoną Gujanę. Mały Marek też szybko zaczął wypełniać klasery. – W piątej klasie podstawówki miałem już taki zbiór, że zazdrościli mi go nawet zawodowi filateliści. Na Mauritiusa, podobnie jak ojciec, jednak nie natrafił, w związku z czym jego zainteresowanie małymi obrazkami zmalało. Później zastąpiła je fascynacja wyrobami kowalskimi i żeliwnymi. – W codziennej drodze do szkoły mijałem dwie kuźnie i nieuchronnie wciągnęło mnie to, co się tam działo – wyjaśnia zbieracz. Było też zaciekawienie medalierstwem, numizmatami, starymi książkami, ale największą i niesłabnącą miłością okazały się zabawki.

Królestwo zabawek

Zadecydował, jak często bywa, przypadek. W 1977 r. blisko 30-letni wówczas Marek Sosenko (ur. 1948 r.) pracował jako konsultant od historycznych rekwizytów przy produkcji serialu „Parada oszustów”. Miał za sobą próby studiów religioznawczych i numizmatycznych oraz doświadczenie z pracy w Muzeum Narodowym w Krakowie oraz na posadzie kierownika Muzeum Czapskich. Jako filmowy konsultant poznał pewną panią, która jakiś czas później zadzwoniła i spytała, czy byłby zainteresowany zbiorem zabawek, który w związku z jej wyjazdem na stałe za granicę chciałaby przekazać w dobre ręce. Próbowała wcześniej zainteresować nim Muzeum Zabawek w Kielcach, ale jego kuratorzy wybrali sobie tylko główkę jednej z lalek. A Marek Sosenko przejął całość: kilka tysięcy zabawek, w tym wiele absolutnie unikatowych, jak choćby samochodzik z 1936 r. poruszający się na dźwięk gwizdka i samodzielnie parkujący tyłem w garażu. I tak stał się zakładnikiem tego wyboru.

Niektóre zabawki Sosenków to prawdziwe perły w koronie kolekcji. Jak choćby szopka królowej Bony z pięcioma woskowymi figurkami z XVI w. Należała niegdyś do Aleksandra Fredry. Kolekcjoner spłacał ją poprzedniemu właścicielowi przez wiele lat. Są też dwie fortece. Jedna należała do Stanisława Wyspiańskiego, drugą bawiły się dzieci cesarza Niemiec Wilhelma II (Sosenko miał też należący do nich blaszany statek, ale został mu skradziony). Jest i najstarszy na świecie pluszowy miś z 1902 r. pochodzący z niemieckiej wytwórni Margarete Steiff. Są ruchomi kirasjerzy z początków XIX w., unikatowy samochód amfibia z firmy Lehmann, powstały na początku XX w., czy model Chevroleta z silnikiem spalinowym i dwustopniową, 15-biegową skrzynią.

A poza tym wszystko, co tylko ludzka wyobraźnia powołała do życia dla sprawiania dzieciom radości. Dziesiątki modeli statków, setki samolotów i kolejek, tysiące samochodów. Miśki i lalki, gry logiczne i planszowe, broń i statki kosmiczne, domy dla lalek, klocki. Żołnierzyki? Proszę bardzo, kilkanaście tysięcy. Wszystko to przechowywane jest w kilku magazynach rozrzuconych po Krakowie. Jednym z nich jest wielkie mieszkanie w starej kamienicy na obrzeżach miasta. Wędruje się po nim jak po labiryncie. Zabawki piętrzą się pod sufit. W dużych pokojach chodzi się siecią wąskich korytarzy między stosami zbiorów.

Część zabawek leży, na pozór bezładnie, w zasięgu ręki. – Czekają na miejsce w naszym szpitalu – wyjaśnia Bożena Sosenko, żona Marka. Czyli na naprawę, oczyszczenie, niekiedy uzupełnienie niezbędnych elementów. Następny etap to staranny opis, którym zajmuje się z reguły Marek: kiedy powstały, skąd pochodzą, jaki jest ich stan. Pomocą służy literatura: książki o zabawkach ściągane z całego świata, przedwojenne katalogi zakładów produkujących zabawki oraz sklepów i hurtowni, które je sprzedawały. Później jest sesja fotograficzna, która jest zadaniem syna Wojciecha (w magazynie urządzono profesjonalne miniatelier fotograficzne). I w końcu miś, lalka czy model samochodu, starannie złożony w nowym pudle z naklejonym na nie zdjęciem i fiszką wędruje na półkę. Tak kompleksowo opracowanych eksponatów jest około tysiąca. W kolejce czeka 39 tys.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną