Ludzie i style

Ile tostów z awokado trzeba zjeść, żeby „przejeść” mieszkanie?

Kanapki z pastą z awokado Kanapki z pastą z awokado Brenda Godinez / Unsplash
Czy gdyby młodzi ludzie porzucili wyrafinowane potrawy, byliby w stanie odłożyć na mieszkanie, dom, ogólną życiową stabilność?

Millenialsi, zwani inaczej pokoleniem Y, wciąż są na celowniku opinii publicznej. Przede wszystkim dlatego, że – jak się uważa – wychowali się w czasach dobrobytu i kwitnącego konsumpcjonizmu. Millenialsi napędzają rynek i różne marki próbują im się przypodobać. Kusząc czasem bardzo skutecznie.

W związku z tym sądzi się, że przedstawiciele młodych pokoleń są rozrzutni do przesady (co jest, rzecz jasna, wnioskiem generalizującym i niedającym się odnieść do ogółu populacji dwudziesto- i trzydziestoparolatków). Miliarder Tim Gurner w wywiadzie dla australijskiego programu telewizyjnego „60 minutes” stwierdził – i wieść ta popłynęła w świat – że młodym ciężko w życiu osiąść, bo... nie stać ich na mieszkanie. A nie stać ich na mieszkanie, bo dosłownie przejadają swoje majątki.

„Kiedy szukałem domu, nie kupowałem pasty z awokado za 19 dol. i czterech kaw po 4 dol. każda. Oczekiwania młodych ludzi są dzisiaj bardzo wysokie” – tłumaczył.

Millenialsi przywykli do pewnego standardu

Zmiana stosunku do wartości pieniądza to skutek pewnych zachodzących wciąż procesów społecznych. Pokolenie Y wychowało się w dostatku zapewnionym przez ich rodziców. Rozpieszczani wakacjami i różnego rodzaju rozrywkami, dorastali w przekonaniu, że nie muszą się o nic martwić, zwłaszcza o start w dorosłość. Millenialsi przywykli do pewnego standardu życia.

– Młodsze pokolenia chciałyby żyć na poziomie rodziców, którzy są zazwyczaj w lepszej sytuacji ekonomicznej. To jest pewien fundament aksjologiczny i wcale nie jest tak, że to pierwsze takie pokolenie, które neguje wartości materialistyczne – tłumaczy Mateusz Zaremba, socjolog z Uniwersytetu SWPS. – Jeśli chodzi o polskie społeczeństwo, to ono jest specyficzne. W Polsce dba się o to, by dzieci miały jak najlepiej. Twierdzi się, że jest to pewna kompensacja tego, że w PRL-u było mało dostępnych produktów, a w demokracji jest ich dużo więcej.

Bywa, że pomoc materialna ze strony rodziców urywa się jeszcze w trakcie studiów, w momencie gdy młody człowiek podejmuje pracę. I przychodzi czas na samodzielność. – Generalnie każdy człowiek rozpoczynając dorosłe życie, obniża trochę stopę życiową w porównaniu do poziomu życia ekonomicznego rodziców. Chodzi o to, żeby się dorobić. Mam jednak wrażenie, że momentami jest pewne niewyrażone oczekiwanie, by żyć na tym samym co rodzice poziomie konsumpcji i posiadania – wyjaśnia Zaremba.

Ale poziom ten trudno zachować, jeśli się o to odpowiednio nie zadba. Wspomniany Tim Gurner nie wróży młodym najlepiej. Twierdzi wręcz, że przez rozrzutny tryb życia nie będzie ich stać na mieszkanie, a wobec tego i na jakąś życiową stabilizację.

Ile tostów z awokado trzeba zjeść, żeby „przejeść” mieszkanie?

Sprawę podchwyciło BBC, które postanowiło policzyć, ile tostów trzeba zjeść, by przejeść 20 proc. ceny nowego lokum, liczonej w dolarach. Za przykład posłużyło mieszkanie o metrażu 90 metrów kwadratowych, położone poza centrum miasta. Wzięto pod uwagę ceny nieruchomości i tostów obowiązujące w różnych miejscach świata.

Okazało się, że najwięcej tostów z awokado można by zjeść w Londynie, bo aż 24499. W Hongkongu 19816, w San Francisco 15975, w Nowym Yorku 12135, w Tokio 11538, w Berlinie 6968. Najmniej zjedliby millenialsi w Meksyku: 3 123 tosty.

Na dalszym etapie policzono, na ile lat należałoby porzucić tosty z awokado, żeby zaoszczędzić pieniądze potrzebne na spłatę 20 proc. ceny mieszkania.

Pieniądze najszybciej zebraliby mieszkańcy Meksyku – zajęłoby im to 9 lat. Na drugim miejscu znalazł się Berlin – 19 lat. W Nowym Jorku post na awokado trwałby 32 lata, podobnie w Tokio (33 lata). W San Francisco? 44 lata. W Hongkongu 54, a najdłużej odkładaliby pieniądze mieszkańcy Londynu (67 lat).

A jak mogłoby to wyglądać w Warszawie? Tost z awokado w jednej ze stołecznych kawiarni kosztuje 19 złotych. 90 metrów kwadratowych mieszkania w dzielnicach oddalonych od centrum to wydatek ok. 630 tys. złotych. Odłożenie kaucji w wysokości 20 proc. ceny mieszkania trwałoby 18 lat, czyli 6632 niezjedzonych tostów z awokado.

Jeśli chodzi o bardziej realny metraż, na który mógłby pozwolić sobie młody człowiek, czyli ok. 50 metrów kwadratowych mieszkania w cenie ok. 350 tys. złotych, to odkładanie pieniędzy na kaucję trwałoby nieco ponad 10 lat. W tym czasie, zamiast oszczędzania, można byłoby zjeść 3684 tostów z awokado.

Rzecz jasna to tylko symulacja. Poza tym młodych (i nie tylko) ludzi nie można mierzyć jedną miarą. – Trzeba pamiętać, że jest to pewna awangarda, że to nie dotyczy wszystkich. To duża nadinterpretacja, szczególnie w polskich warunkach. Ci, którzy siedzą na warszawskim placu Zbawiciela i popijają latte z mlekiem sojowym, to jednak wąska grupa, która ma pewne zasoby kulturowe i wybiera świadomie taką ścieżkę życiową: woli być, a nie mieć – tłumaczy Mateusz Zaremba.

Konsumpcjonizm a Instagram

Fetysz jedzenia to poboczny skutek popularności mediów społecznościowych, w szczególności Instagrama. Młodzi jadają na mieście, fotografując dokładnie, co mają na talerzu. Kompozycje te trafiają potem do aplikacji pod hasztagiem #Instafood. Właściciele kawiarni i restauracji nie są na ten trend obojętni, dlatego dbają o nieszablonową ofertę.

Jedna z australijskich kawiarni o nazwie Locals Corner chwali się na przykład kawą „Carrot-cino”, czyli latte podane w…. marchewce. Pomysł okazał się klapą, ponieważ marchewka absolutnie nie spełniała się w roli kubka. Trochę przeciekała i trudno było ją utrzymać. No i nie zdołała pomieścić odpowiedniej ilości płynu.

Ta sama kawiarnia chwilę wcześniej podbiła internet zdjęciem „Avo-latte”, czyli kawy podanej w skórce od awokado. Jak tłumaczyła właścicielka kawiarni dla „Daily Mail Australia”, miejscowi bariści starają się eksperymentować, żeby zadowolić klientów. „Raz było jabłko, raz awokado, w tym tygodniu przyszła kolej na marchewkę” – opowiadała Vanja.

Absurd? Nie bądźmy dla siebie zbyt surowi. – Trzeba pamiętać, że obciążenia finansowe generują, co jest dość naturalne, pewien stres. Drobne przyjemności powodują, że stajemy się lepsi dla siebie i dla otaczającego nas świata – mówi Mateusz Zaremba.

Historia z tostami przypomina mi nieco dylematy palaczy. Zanim zdecydują się rzucić palenie, przeliczają paczki na to, co mogliby sobie kupić, gdyby nie palili. Po rzuceniu nałogu zwykle jednak wciąż brakuje pieniędzy, bo znajdują się inne wydatki.

Wniosek jest taki, że we wszystkim potrzebny jest umiar i zdrowy rozsądek. Odpowiedzialnie byłoby na przykład prowadzić budżet domowy i ustalić, ile pieniędzy wydajemy niepotrzebnie. Z zastrzeżeniem, że tosty z awokado czy kawa w marchewce nie musi być kaprysem, ale sporadyczną przyjemnością.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną