Ludzie i style

Pięć najważniejszych pytań o mundial w Rosji

Jeśli powiedzenie Gary’ego Linekera jest aktualne, wiadomo, że wygrają urzędujący mistrzowie – Niemcy. Jeśli powiedzenie Gary’ego Linekera jest aktualne, wiadomo, że wygrają urzędujący mistrzowie – Niemcy. Forum
Kto wygra mistrzostwa w piłce nożnej? Co ugra Polska? Co planuje Adam Nawałka? Czy mundial zakłócą chuligani? A wreszcie – na co zda się nowy system wideo do kontroli fair play na boiskach?

1. Kto wygra?

Jeśli powiedzenie Gary’ego Linekera jest aktualne, wiadomo, że wygrają urzędujący mistrzowie – Niemcy. Ostatnią reprezentacją, która obroniła mistrzostwo świata, była Brazylia ponad pół wieku temu (w 1962 r. w Chile). Eliminacje były dla podopiecznych Joachima Loewa spacerkiem, w meczach towarzyskich wprawdzie nie zachwycali, ale wiadomo, że – jak zwykle w wielkich turniejach – trzeba się ich bać.

Piłkarskie talenty rozsadzają od wewnątrz reprezentacje Hiszpanii i Francji. Hiszpanie co prawda zafundowali sobie trochę turbulencji, zwalniając w przeddzień mundialu selekcjonera Julena Lopetegui za to, że po mistrzostwach zdradzi reprezentację na rzecz Realu. Grupę mają jednak łatwą, ewentualnie w jednej ósmej finału też nie bardzo ma ich kto straszyć z grupy A, więc jest spora szansa, że nim turniej wejdzie w decydującą fazę, obwołany w pośpiechu trenerem Fernando Hierro dotrze się z piłkarzami. Francję stać na rzeczy wielkie pod warunkiem, że nie pęknie od ego jej piłkarzy.

Lekcję po największym upokorzeniu w swej futbolowej historii (1:7 z Niemcami na poprzednim mundialu) odrobiła Brazylia – selekcjonerem został wielki pragmatyk Adenor Leonardo Bacchilli, czyli Tite, wyznawca teorii, że w piłkę może i powinno się grać pięknie, ale w pierwszej kolejności należy ograniczyć straty. W pięciu ostatnich sparingach z europejskimi drużynami, w tym z Niemcami i Anglią, Brazylia nie straciła gola. Cicha potęga? Belgia.

2. Co ugra Polska?

Pod mundialowym kociołkiem już buzuje – nieprzekonującą grę naszych grupowych rywali w meczach towarzyskich zbywano konstatacją, że nie ma się kogo obawiać, a nieprzekonującą grę Polaków – spokojnie, to tylko przygotowania. Z płynących wewnątrz reprezentacji zapewnień wynika, że jesteśmy silni, zwarci i gotowi, a już na pewno lepsi niż dwa lata temu na mistrzostwach Europy, stąd prosty wniosek, że skoro tam był ćwierćfinał, teraz może być jeszcze lepiej.

Tyle tylko, że w futbolu, jak mało gdzie, liczy się tu i teraz, żadne analogie nie mają racji bytu, gra się tak, jak przeciwnik pozwala, a w odniesieniu do Polski ta nieśmiertelna fraza Kazimierza Górskiego ma tym większe znaczenie, że posiadanie piłki to nie jest mocna strona reprezentacji Adama Nawałki. Notoryczne kłopoty podstawowych reprezentantów (Grosicki, Krychowiak, Błaszczykowski) w klubach zeszły na dalszy plan, mamy wierzyć, że dzięki metodom zaaplikowanym im na zgrupowaniach zostali przywróceni do stuprocentowej futbolowej używalności. Jedno jest pewne: awans z grupy zostanie okrzyknięty wydarzeniem narodowym.

3. Co planuje Nawałka?

Eksperymenty stosowane w ostatnich meczach towarzyskich zgodnie uznano za mądrość etapu. Oryginalne zestawienie jedenastki na mecz z Litwą – bo nie służył zgraniu piłkarzy, którzy drugi raz w takim składzie nie wystąpią, ale był raczej nagrodą dla aktorów drugoplanowych za poty wylane na zgrupowaniu. Utrzymywanie futbolowego świata, a przynajmniej naszych grupowych rywali w stanie niepewności poprzez uparte ćwiczenie taktyki z trzema obrońcami – bo grając, jak zwykle jesteśmy prości do odczytania, jak otwarta księga, co zresztą po laniu 4:0, jakie sprawili nam pół roku temu z małym okładem Duńczycy, przyznał ich trener Age Hareide.

Dziś nie wiadomo, w jakim składzie Polacy wybiegną na pierwszy mecz z Senegalem ani w jakim ustawieniu. Mówi się, że największymi przegranymi sparingów są Karol Linetty i Arkadiusz Milik, a w związku z tym istotnie wzrosły szanse na grę przeciw Senegalowi Jacka Góralskiego i Dawida Kownackiego. Kwestionowane jest pasowanie na ostoję defensywy Michała Pazdana, który w Legii grał przeciętnie, a ostatnio przeciw Chile miał kilka takich kiksów, że nic, tyko zamknąć oczy.

Wszystkich zaniepokojonych potencjałem ludzkim znajdującym się w dyspozycji Adama Nawałki należy uspokoić: w odwodzie czeka człowiek do zadań specjalnych, tzw. typowy zadaniowiec Sławomir Peszko. W ostatnich sparingach nie zagrał ani minuty. Nic dziwnego: po tajną broń należy sięgać tylko w stanie najwyższej konieczności.

4. Mistrzostwa chuliganów?

Wersja optymistyczna: Putin dał się wyszumieć piłkarskim bandytom podczas mistrzostw Europy we Francji, skąd wrócili z chuligańską reputacją podbudowaną pogromami wśród angielskich kibiców spod znaku yobs. Wtedy sytuacja wymknęła się spod kontroli służb porządkowych tylko w Marsylii, potem były już czujne, większość prowokacji gaszono w zarodku. Tym niemniej rosyjscy fanaci pławili się w poczuciu dobrze wykonanego obowiązku oraz żyli nadzieją, że ciąg dalszy nastąpi na mundialu. Nie wzięli tylko pod uwagę, że bezpieczny i niezakłócony chuligańskimi ekscesami turniej jest dla rosyjskich władz sprawą wagi państwowej i niedawni patrioci hołubieni przez polityków staną się wrogiem publicznym. Bo jak cię, kraju organizatorze, widzą podczas mundialu, tak cię piszą.

Czytaj także: Mundial to okazja dla Rosji, żeby przeciwstawić swoją tężyznę zachodniej dekadencji

Wersja pesymistyczna: chuligański ruch w Rosji jest zbyt silny, by można go było spacyfikować prewencyjnymi zatrzymaniami albo zakazami stadionowymi. A w miejsce dotychczasowych liderów, chwilowo pozbawionych znaczenia albo nawet wolności, wyrosną nowi, którzy zwietrzyli szansę na hierarchiczny skok. Poza tym bandyci w szalikach czują się zdradzeni przez przedstawicieli władzy, którzy do tej pory się do nich umizgiwali, a teraz bezceremonialnie traktują jak narodową zakałę, którą podczas globalnej mundialowej ekspozycji należy schować przed światem. Anarchistyczne zapędy zresztą chuligani piłkarscy mają we krwi; jeśli układali się z władzą, to dla doraźnych korzyści.

Wiele zależy od tego, czy chuligańskie bandy gospodarzy będą miały się z kim bić. Anglicy właśnie ogłosili, że zatrzymali paszporty 1200 kibicom zidentyfikowanym jako potencjalni sprawcy kłopotów. O prewencyjnych działaniach podjętych przez polskie służby nie słychać. Nie wiadomo zresztą, jaki jest stosunek polskich stadionowych zadymiarzy do spotkań reprezentacji. Długo uważali mecze kadry za imprezę dla „januszy”, ale na mistrzostwa Europy, zwłaszcza do Nicei, pojechały zorganizowane grupy klubowych bojówek i doszło nawet do paru wewnętrznych potyczek, ale potem znów, wyjąwszy bójki w polskich sektorach podczas eliminacyjnego spotkania w Bukareszcie, było podczas meczów reprezentacji spokojnie.

5. Co zmieni system Video Assistant Referee (VAR)?

Wspomożenie sędziów pomocą siedzących przed monitorami wideoasystentów, ostatecznie rozstrzygających o boiskowych kontrowersjach, to rewolucja. FIFA wreszcie ugięła się pod naporem zdrowego rozsądku, bo skoro system sprawdza się w wielu europejskich ligach, pomaga w podejmowaniu właściwych decyzji, a perspektywa wideokontroli zniechęca zawodników do oszustw małych i dużych, uczula na grę fair – to absurdem byłoby trwanie przy zasadzie, że sędzia musi poprzestać na decyzji podjętej ad hoc.

Sędziowie długo opierali się tej nowince, nie tyle hołdując staroświeckiej zasadzie, że błędy arbitrów są elementem gry, ile obawiając się oczywistego efektu, czyli natychmiastowej weryfikacji ich pracy na boisku. Będzie bowiem tak: najpierw zagwiżdżą, a potem czekają na sygnał z zaplecza. Jeśli będą zmuszeni zmienić decyzję, ich autorytet ucierpi, a presja wzrośnie, bo piłkarze wiedzą, jak niepewność arbitra wykorzystać.

Jest też obawa, że ranga turnieju oraz stawka poszczególnych spotkań sprawią, że wideoasystent będzie angażowany zbyt często, w związku z tym spotkania będą się przeciągać długo ponad regulaminowy czas gry. Fifowscy architekci rewolucji zwracają jednak uwagę, że i według starych zasad, gdy sędziowskie decyzje wywoływały kontrowersje, dochodziło do przepychanek, kłótni, niepogodzeni z werdyktem piłkarze torpedowali wznowienia meczu, więc kibic i tak był okradany z futbolu netto. Zresztą te kilka minut dłużej przed telewizorem czy na trybunach to niewielka cena, jaką trzeba zapłacić za słuszne poczucie, że jeśli chodzi o sędziowanie, żadnej stronie krzywda się nie stała.

Reklama

Czytaj także

Fotoreportaże

Świat kolekcjonerów zabawek. Ludzie bez pasji ich nie zrozumieją

Świat kolekcjonerów zabawek niewiele ma wspólnego z zabawami.

Juliusz Ćwieluch
28.01.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną