Ludzie i style

Odkręcony

Bloki i wyskoki Bartosza Kurka

Bartosz Kurek Bartosz Kurek Maciej Kulczyński / PAP
Mistrzostwa świata dla siatkarzy raczej by nie było, gdyby nie odrodzenie Bartosza Kurka.
Kurek sprawia wrażenie, jakby uznanie dla indywidualnych zasług było w siatkówce zupełnie nie na miejscu.Antonietta Baldassarre/Insidefoto/EAST NEWS Kurek sprawia wrażenie, jakby uznanie dla indywidualnych zasług było w siatkówce zupełnie nie na miejscu.

Artykuł w wersji audio

Odkąd Polacy zdobyli złoto siatkarskich mistrzostw świata, trwa licytacja, co jest większym zaskoczeniem: obrona złota czy tytuł najlepszego gracza turnieju dla Bartosza Kurka. W decydujących o medalach meczach grał fantastycznie. Nie uciekał od odpowiedzialności i dawał to, czego wymaga się od klasowego atakującego: kończenie piłek w trudnych sytuacjach, gdy wynik jest na ostrzu noża.

Ale wcześniej bywało różnie. Połowa września, mundial jeszcze się nie rozkręcił na dobre. Polacy wygrywają pewnie, 3:0, z Iranem – rywalem niewygodnym i nielubianym, z którym często grają mecze kipiące od złych emocji. Kurek poświęca chwilę na rozmowę z dziennikarzami. Pada pytanie: – Bartek, jak patrzysz na swoją grę? Bo my zaglądamy w statystyki i trochę się martwimy. W dwóch setach skończyłeś tylko cztery z 14 ataków. Kurek dłuższą chwilę milczy, potem odwraca głowę, uśmiecha się zniecierpliwiony i w końcu mówi: – Myślę, że najlepiej odpowiedzieć na to pytanie tak, że wygraliśmy 3:0. I nie zważając na wiszące w powietrzu kolejne pytania, dziękuje za rozmowę i odchodzi.

Pokusie wystawiania indywidualnych ocen w pomeczowych studiach telewizyjnych nie mogą się oprzeć siatkarscy eksperci. O grze Kurka w początkowej fazie turnieju mówią: stać go na więcej, wciąż nie jest tą siłą napędową, o jakiej marzymy. Zdaniem Jakuba Michalaka, menedżera Kurka, postrzeganie siatkówki przez pryzmat indywidualnych dokonań na boisku nie ma większego sensu. – Powtarzam często, że może i liczby nie kłamią, ale kłamcy liczą – powiada sentencjonalnie. – Statystyka pokazuje, że Bartek nie skończył ataku, ale już nie oddaje tego, że rywale po tym jego ataku nie byli w stanie sprawić nam problemów. I w końcu to my byliśmy górą.

Kurek sprawia wrażenie, jakby uznanie dla indywidualnych zasług było w siatkówce zupełnie nie na miejscu. Odbierając nagrodę dla najlepszego zawodnika turnieju, wymownie wskazuje na czekających na dekorację kolegów, jakby chciał powiedzieć: to wspólne dzieło. Później powtarza to jeszcze nieraz. Ambicji przywódczych nie ma. W reprezentacji od podrywania zespołu do boju jest kapitan Michał Kubiak. Od tworzenia atmosfery – libero Damian Wojtaszek. Kurek to, obok Piotra Nowakowskiego, największy milczek w drużynie.

Znów najlepsi

Poczucie déjà vu w związku z siatkarskimi mistrzostwami świata jest jak najbardziej na miejscu. Polska reprezentacja znów jest najlepsza, a jej najjaśniejszym punktem znów jest syn marnotrawny. Cztery lata temu – Mariusz Wlazły. Nękany problemami ze zdrowiem, przemęczony, nieco urażony podejrzeniami o symulowanie kontuzji (byle tylko uniknąć powołań do reprezentacji) oraz poirytowany łatwością, z jaką robiono z niego kozła ofiarnego po przegranych turniejach, Wlazły jest już jedną nogą poza reprezentacją. Jednym z niewielu, którzy mogą go przekonać, by jeszcze raz stawił się na wezwanie ojczyzny, jest Stephane Antiga – wówczas, w 2014 r., trener kadry, a niewiele wcześniej kolega Wlazłego ze Skry Bełchatów, gdzie razem kolekcjonowali tytuły w Polsce.

Niepodważalna pozycja Wlazłego w mistrzowskiej drużynie Antigi jest zresztą poniekąd powodem nieobecności Kurka. Już w trakcie przygotowań do turnieju zgrzyta. Kurek uważa, że daje z siebie wszystko, ale sztab trenerski nie jest zachwycony jego formą. Wyznacza mu się raczej rolę rezerwowego, z którą nie może się pogodzić. Siatkarz twierdzi, że będzie go stać na więcej, jeśli wyleczy kontuzjowane plecy, ale Antiga uważa, że się nad sobą rozczula i nie chce mu dać dodatkowego urlopu, jaki dostał m.in. Wlazły. Napięcie rośnie, gdy Wlazły skręca kostkę podczas przygotowań. Kurek słyszy, że w takiej sytuacji pewnie się przyda, ale już nie jako przyjmujący, ale atakujący. Traktowanie jak zapchajdziurę irytuje go – podczas kłótni miał wykrzyczeć Antidze, że u niego nie zagra i opuszcza zgrupowanie. Mistrzostwa, na których Polska zdobyła tytuł, a Wlazły został najlepszym zawodnikiem turnieju, ogląda już tylko jako kibic.

Rzucanie między pozycjami – z ataku na przyjęcie – prześladuje Kurka przez większość kariery. Jacek Nawrocki, który prowadził go w Skrze Bełchatów: – Paradoksalnie takie roszady to przekleństwo bardzo dobrych graczy. Trenerzy wierzą, że wszędzie sobie poradzą. Sam tego od Bartka wymagałem, bo taka była potrzeba nie tylko Skry, ale i reprezentacji. Dziś jest mistrzem świata, więc każda decyzja się broni. Ale zawodnicy takich zmian nie lubią.

Życie wokół siatkówki

Co do wielkich możliwości Bartosza Kurka wątpliwości nigdy nie było. Debiutuje w lidze jako 16-latek (dziś ma 30) u boku ojca Adama, grającego w AZS Nysa. Bartek twierdzi, że tata go do gry nie namawiał, ale rodzinne życie siłą rzeczy kręciło się wokół siatkówki. Jeździł z ojcem na mecze, na zgrupowania i na obozy. No i miał słuszny wzrost – w wieku 15 lat mierzył prawie dwa metry. Rodzinny duet w nyskim zespole stanowi ciekawostkę, ale szybko się rozpada. Adam powoli żegna się z zawodowym graniem, a o nastoletniego jeszcze Bartka upominają się szybko najlepsze polskie drużyny. Trzy sezony spędza w Kędzierzynie-Koźlu. Trenerem był tam Wojciech Drzyzga – swego czasu reprezentant Polski, obecnie komentator telewizyjny: – Jak na taki wzrost (207 cm – red.) Bartek imponował przygotowaniem atletycznym i skocznością. Ale to nie był talent techniczny pokroju Tomka Wójtowicza, któremu wszystko przychodziło naturalnie. Te niedostatki wychodzą u niego do tej pory. Ale nadrabia to ciężką pracą. Pod tym względem zawsze był wzorem.

Jakub Michalak: – Bartek był wśród tych, którzy dostali od trenera Vitala Heynena więcej wolnego po Lidze Narodów (Polacy przegrali tam oba mecze grupowe – z Rosją i Stanami Zjednoczonymi, red.). Ale zamiast jechać do swojego domu w Nysie i tam odpoczywać, został w Spale. A przed decydującymi o medalach meczami odciął się od świata. Wyłączył telefon, nie dało się go nawet wyciągnąć na kawę w hotelu.

Przełomem w jego karierze są zwycięskie dla Polaków mistrzostwa Europy w 2009 r. Ma dopiero 21 lat, a w pierwszym składzie zastępuje kontuzjowanego Sebastiana Świderskiego. Trenerem Polaków jest Daniel Castellani, który równolegle prowadzi Skrę Bełchatów, w której gra Kurek. Zna go i wie, że ten potrzebuje pochwał, zaufania oraz wiary w to, że sobie poradzi – i wtedy się na boisku zrewanżuje. Jego kariera nabiera rozpędu, trudno wyobrazić sobie bez niego zarówno Skrę, jak i reprezentację. Pierwszy mocny cios przychodzi na igrzyskach olimpijskich w Londynie. Polacy przegrywają ćwierćfinał z Rosją, a Kurek, jak i cały zespół, gra nierówno. Opuszcza Polskę, przechodzi do zagranicznej konkurencji Skry. Gra najpierw w Dynamie Moskwa, a następnie w Lube Banca Macerata. Potem próbuje jeszcze swoich sił w Turcji. – Patrząc z perspektywy czasu, nie były to najtrafniejsze decyzje. Emigracja mu nie służyła. Za to w polskich drużynach zawsze odżywał – komentuje Drzyzga.

Sierpień 2016 r., Polacy po raz kolejny odpadają z igrzysk olimpijskich w ćwierćfinale, tym razem po porażce z Amerykanami. Dla Kurka, który w międzyczasie pogodził się z Antigą, ma pewne miejsce w kadrze, ale z Amerykanami zagrał słabo, to kolejne wielkie rozczarowanie z reprezentacją. Komentarze ekspertów są zgodne: jesteśmy zbyt przewidywalni, gramy mało finezyjnie, a Kurek spala się w ważnych meczach. Coś musi być nie tak z jego odpornością psychiczną, bo niepowodzenia na boisku, zamiast po nim spływać, pociągają domino błędów. Jacek Nawrocki: – Bartka prześladowała zerojedynkowość ocen. Utarło się, że należy patrzeć na niego przez pryzmat możliwości, zwłaszcza wyjątkowego zasięgu w ataku. Błędy albo zwykła nieskuteczność uchodziły zawodnikom o gorszych parametrach fizycznych. Bartek na taryfę ulgową nie miał co liczyć. Niestety, mnie też zdarzało się w czasie meczu reagować na jego pomyłki zbyt ostro. Emocje.

Za młody, za ważny

Prozę siatkarskiego życia ma urozmaicić Kurkowi wyjazd do ligi japońskiej. Ofertę nie do odrzucenia, jeszcze przed igrzyskami, składają mu szefowie JT Hiroszima Thunders. Japońska liga postrzegana jest jak miejsce do odcinania kuponów – polski gwiazdor ma tam ponoć zarobić 600 tys. euro za rok gry. W Polsce najlepsi inkasują co najwyżej milion złotych. Zdaniem ekspertów Kurek popełnia błąd, kierując się portfelem. Uważają, że z Japonii będzie miał jeszcze dalej do reprezentacji, a jest za młody i zbyt ważny, by się z niej wypisać. Kibice na forach złośliwie komentują, że Kurek, na potrzeby drużyny narodowej, postanowił się zakręcić.

Im bliżej wyjazdu do Japonii, tym więcej jednak nachodzi go wątpliwości. Gra z nowym zespołem na Memoriale Arkadiusza Gołasia, ale zamiast lecieć do Hiroszimy, zostaje w kraju. Tabloidy czują żer. Donoszą: „Bartosz Kurek gaśnie w oczach. Siatkarz ma depresję?”. Reakcją zawodnika jest oświadczenie. Pisze w nim o kumulacji problemów: wypaleniu, utracie pasji i chęci gry oraz osłabieniu organizmu spowodowanym koniecznością gry na najwyższych obrotach niemal non stop.

Jakub Michalak: – To był dla Bartka zły czas. Miał kłopoty ze snem, schudł, był osłabiony. Wyjazd do Japonii, gdzie w zupełnie obcym otoczeniu miał udowadniać w każdym meczu swój gwiazdorski status, to był w tamtej chwili zły pomysł. Sam go od niego odwodziłem, mimo że obaj traciliśmy na tym finansowo. Ale nie to było najważniejsze. Po prostu się o niego martwiłem.

Veselin Vuković, niedoszły trener Polaka z Thunders, zdradza, że problemem siatkarza są ataki paniki – tak przynajmniej wynika z diagnozy lekarskiej dostarczonej przez zawodnika, która ma usprawiedliwiać jego pozostanie w Polsce. Cytowani w mediach psychologowie sportowi, niemający z Kurkiem do czynienia, alarmują, że dojście do równowagi psychicznej może potrwać nawet dwa lata i zalecają – z uwagi na sprzyjającą depresji jesienną aurę w kraju – wyjazd na dwa, trzy tygodnie w ciepłe, nasłonecznione miejsce. Tymczasem jednak zupełnie niespodziewanie Kurek dołącza do Skry Bełchatów. Trener Hiroszimy Vuković mówi, że czuje się oszukany, bo siatkarz przecież miał się leczyć. – Korzystaliśmy z pomocy specjalistów, w tym psychologów. Skra to było w tamtym czasie najlepsze miejsce dla Bartka na odbudowę. Znał tam ludzi i mógł liczyć na ich wsparcie – wyjaśnia Michalak. Ale pod publikacjami o rejteradzie atakującego z Japonii przewijają się negatywne komentarze: że strzelił sobie w kolano, zachował się nie fair, a jego kariera wydaje się skończona.

Kurek w końcu odpalił

Jak to się stało, że Kurek pokonał wszystkie problemy i wrócił w swoim najlepszym wydaniu akurat wtedy, gdy był najbardziej potrzebny? Teoria pierwsza: miłość. Od jakiegoś czasu siatkarz jest związany z młodszą od siebie o siedem lat koleżanką po fachu Anną Grejman. Gdy ona podpisuje kontrakt w Turcji, on też. Gdy ona przenosi się do Szczecina, Kurek idzie w jej ślady. Z jego otoczenia słychać, że pod jej wpływem Bartek uspokoił się wewnętrznie, przestał przejmować się krytyką, stał się bardziej otwarty. – Częściej pokazuje publicznie tę swoją uśmiechniętą twarz, którą tak dobrze znam na co dzień. Ania namówiła go nawet do udzielania się w mediach społecznościowych. Nie przesadza tam z ekshibicjonizmem, ale chyba to polubił – mówi Jakub Michalak.

Teoria druga: trener, a konkretnie niczym niewzruszone zaufanie Vitala Heynena, że Kurek w końcu odpali. Tylko trzeba dać mu czas. Łatwo nie było, bo każdy słabszy mecz Kurka pociągał za sobą opinię, że bezkrytyczna wiara Heynena w atakującego źle się dla reprezentacji skończy. – Coś w tym jest, że Bartek musi czuć wsparcie trenera i chłopaków z drużyny. Jeszcze jako młody chłopak bardzo szybko szedł w górę, lansowali go kolejni trenerzy reprezentacji. Przywykł do pochwał i do tego, że zasługuje na kredyt zaufania.

Jacek Nawrocki mówi, że bardzo się cieszy z sukcesu Kurka. Bo wreszcie dostał to, co mu się należało. – Tym bardziej że wcześniej jego błędy na boisku były wyolbrzymiane. Padał ofiarą dość powszechnego u nas zjawiska: im wybitniejsza jednostka, tych chętniej wyciąga jej się różne niepowodzenia. Kurkomanii nie należy się jednak spodziewać. Chyba że wybuchnie wbrew woli głównego bohatera. Telewizyjne programy – śniadaniowe oraz podawane w godzinach wieczornych z uwagi na treści, które rzekomo wymknęły się spod kontroli – już stały do mistrza w kolejce. Odmówił. Prośbom o wywiad – również, choć o rozmowę, jak Kurek wyszedł na prostą z licznych sportowych zakrętów, aż się prosi. Wojciech Drzyzga mówi, że nie jest to poza ani rewanż za niezasłużoną krytykę. Tylko autentyczna skromność i przekonanie mistrza, że wszędzie dobrze, ale w cieniu najlepiej.

Polityka 41.2018 (3181) z dnia 09.10.2018; Ludzie i style; s. 68
Oryginalny tytuł tekstu: "Odkręcony"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Wojna państwa Marcinkiewiczów

Historia Izabeli i Kazimierza Marcinkiewiczów toczy się jak wieloodcinkowy serial. Ale to, co długo było celebrycką, plotkarską farsą, w najnowszych odsłonach nabiera cech greckiej tragedii. Spór byłego premiera z byłą żoną to przypadek rozwodu publicznego, z wykorzystaniem mediów oraz nowych instytucji prawnych.

Martyna Bunda
06.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną