Ludzie i style

Guru

Upadek guru, czyli o kolarskiej seksaferze

Maja Włoszczowska, była podopieczna trenera Andrzeja P. Maja Włoszczowska, była podopieczna trenera Andrzeja P. Andreas Dobslaff/Pixathlon / Reporter
Czy trener Andrzej P., główny oskarżony w kolarskiej seksaferze, był przekonany, że jest zbyt wielki, by upaść?
Anna Szafraniec na Pucharze Polski w Kolarstwie MTB 2012Przemysław Szyszka/SE/EAST NEWS Anna Szafraniec na Pucharze Polski w Kolarstwie MTB 2012

Artykuł w wersji audio

Od aresztowania trenera P. minęło półtora miesiąca. Prewencyjnie spędzi za kratkami jeszcze co najmniej drugie tyle. Zażalenie na postanowienie o zastosowaniu aresztu tymczasowego wobec P. złożył jego adwokat, Jacek Dubois. Zostało oddalone z powodu obaw o wpływanie przez P. na świadków. Śledztwo w sprawie przestępstw przeciwko wolności seksualnej i obyczajności, jakich miał się dopuścić wobec swoich podopiecznych, toczyło się przez ostatni rok. W końcu postawiono mu zarzuty m.in. gwałtu oraz usiłowania doprowadzenia do obcowania płciowego. Grozi mu nawet 12 lat więzienia.

W środowisku kolarskim wciąż panuje niedowierzanie, że P. mógł posunąć się tak daleko. Wszak to mąż, ojciec, człowiek oddany kolarstwu, bywalec sportowych salonów, wchodzący bez pukania do ministerialnych gabinetów, postać publiczna. Z drugiej strony – pokrzywdzonych przez P. jest kilka. W to, że wspólnie i w porozumieniu działają, by zemścić się na swoim byłym trenerze, nie chce się wierzyć jeszcze bardziej.

Swoich sił w kolarstwie próbowali dwaj bracia P. – Andrzej i starszy od niego o półtora roku Zbigniew. Ten drugi był zresztą reprezentantem Polski, w ciągu trwającej kilkanaście lat kariery miewał przebłyski, pod koniec lat 80. zwyciężył nawet w Tour de Pologne. Andrzejowi już na etapie juniorskiej przygody konkurenci odjeżdżali zbyt daleko. Ale trzymał się kolarskiej sekcji Korony Kielce jako masażysta. Przylgnął do Jana Meli, trenera z Kielc. – Zdolnawy był, pracowity, więc poradziłem mu, żeby zrobił uprawnienia trenerskie. Targałem go za sobą wszędzie tam, gdzie szedłem. Zrobiłem go swoim asystentem w kadrze narodowej – wspomina Mela.

Z nazwiskiem trenera P. kojarzą się sukcesy polskich kolarek górskich, w tym również ten pierwszy – srebrny medal Anny Szafraniec na mistrzostwach świata w 2002 r. w Kaprun. Sportowa Polska odkryła wówczas, że jest taka dyscyplina sportu jak kolarstwo górskie i na dodatek mamy w niej narodową reprezentację. – To ja doprowadziłem Szafraniec do tego medalu – prostuje Jan Mela. – Andrzej, im wyżej szedł, tym bardziej bufoniał. Mówiłem mu: jeśli na siłę będziesz robił z siebie papieża polskiego kolarstwa górskiego, to w końcu się na tym przejedziesz.

Pozycję papieża zapewniają trenerowi P. sukcesy z Mają Włoszczowską: medale mistrzostw świata, w tym złoty, oraz srebro na igrzyskach w Pekinie zdobyte w przeddzień zakończenia zawodów, co polepsza samopoczucie wyglądających olimpijskich sukcesów kibiców. Bryluje w mediach: otwarty, uśmiechnięty, wygadany, cierpliwie odkrywa przed szerszą publicznością niuanse kolarstwa górskiego, zawsze ma do powiedzenia coś niebanalnego o tym, którędy trzeba iść po sukces. Zawodnicy do niego lgną, bo uchodzi za fachowca i jest obrotny – potrafi załatwić sponsora, dobry sprzęt albo pięć minut w ogólnopolskiej telewizji, ma dobre układy w Ministerstwie Sportu, bez względu na to, kto w nim szefuje. Jest otwarty na nowinki, w treningach mocno stawia na naukowe wsparcie, w jego sportowym słowniku nie ma słowa „przypadek”. Wydaje się, że marząc o sukcesach w kolarstwie górskim, trzeba mieć u boku trenera P.

Latem 2011 r. wybucha bomba – prezes Polskiego Związku Kolarskiego Wacław Skarul ogłasza, że Andrzej P. przestaje być trenerem Włoszczowskiej oraz całej reprezentacji w kolarstwie górskim. Mówi się, że pracy z P. ma dość jego sztab. Oficjalna wersja to wzajemne zmęczenie, ale do działaczy dochodzą skargi współpracowników trenera na temat jego zachłanności. Co prawda w kolarskiej rodzinie panuje niepisany zwyczaj, że zawodnik dzieli się premiami ze sztabem szkoleniowym, ale P. ma na temat tego, ile mu się należy, swoje zdanie.

Działacze bagatelizują

– Słyszałem od zawodniczek, że część nagród musiały zostawiać w schowku samochodu P. – mówi Rafał Hebisz, który przejął po P. kadrę kolarzy górskich. Jednocześnie krążą plotki na temat tego, że trener romansuje ze swoimi podopiecznymi. Działacze je bagatelizują, bo uznają, że nawet jeśli to prawda, wszystko dzieje się w kręgu dorosłych osób. Sportowe życie na walizkach nie sprzyja budowaniu związków, a krew nie woda – powiadają ludzie sportu. Sam główny oskarżony czuje się jednak w obowiązku sprostować w jednym z tabloidów, iż z Mają Włoszczowską nie stanowią pary.

Choć obie strony – Włoszczowska i jej były trener – deklarują rozstanie w zgodzie, pakt o nieagresji nie trwa długo. Maja – sportsmenka uśmiechnięta, elokwentna i niebanalna, absolwentka matematyki finansowej na Politechnice Wrocławskiej – z ulubienicy mediów staje się główną oskarżoną o rozbicie perfekcyjnie funkcjonującego tandemu. W atakach przodują dziennikarze sportowej redakcji TVP. „Wielki trener w małym światku” – pisze jeden z nich, dopytując, jak to się stało, że P., trener zaangażowany, skłonny do poświęceń, świetny praktyk, istny anioł stróż kolarzy górskich, stał się w związku persona non grata. „Królowa uknuła plan zemsty” – oskarża inny, tłumacząc, że Włoszczowska wymagała od trenera P. absolutnego poświęcenia, nie tolerowała w grupie innych kolarek, a prezes Skarul oraz główny sponsor teamu Dariusz Miłek, właściciel CCC, stanęli po jej stronie i pokazali P. drzwi.

Okazuje się, że front obrony P. nie działał bezinteresownie. Plotkuje się, że P. zapewniał sobie przychylność dziennikarzy, załatwiając im markowe rowery po okazyjnych cenach. Tymczasem Włoszczowska żali się w mediach, że trener P. prowadzi „potworną i niesmaczną” walkę: sieje intrygi, dyskredytuje ją, trenera Marka Galińskiego (zginął w marcu 2014 r. w wypadku samochodowym) oraz władze Polskiego Związku Kolarskiego. I dodaje, że w niemal jednoczesnym opuszczeniu P. przez wszystkich współpracowników oraz cztery z pięciu zawodniczek nie ma przypadku. Ale tej ostatniej myśli nie rozwija. Dziś o trenerze P. rozmawiać nie chce.

Trener P. ląduje na aucie, czuje jednak potrzebę, by udowodnić, że jako szkoleniowiec wciąż coś znaczy. Prowadzi prywatny klub kolarski, dla którego znajduje sponsorów, 4F e-vive Racing Team. Liderką zespołu jest Paula Gorycka, która wcześniej nie najlepiej czuła się w cieniu rzucanym przez Włoszczowską. Trener P. twierdzi, że jego nowy projekt ma obrócić się na zysk dla polskiego kolarstwa górskiego – konkurencja między zawodniczkami podniesie poziom. Publicznie narzeka na działaczy, którzy według niego faworyzują jego wcześniejsze podopieczne. Ostateczną weryfikacją przed wyłonieniem kadry na igrzyska w Londynie mają być mistrzostwa Polski.

– Miejsce Majki Włoszczowskiej było niepodważalne. O drugi bilet biły się Ola Dawidowicz i Paula Gorycka. Tymczasem Ola na mistrzostwa nie przyjechała, co wytłumaczono tym, że zawody nie wpisywały się w cykl przygotowań przed igrzyskami. Paula wygrała, ale działacze trwali przy swoim, że jej zwycięstwo niczego nie zmienia i do Londynu pojadą Majka i Ola. Andrzej był wściekły, czuł się oszukany – opowiada osoba ze środowiska.

Ostatecznie Gorycka wskakuje do kadry, korzystając z nieszczęścia Włoszczowskiej, która dwa tygodnie przed igrzyskami łamie stopę po upadku na treningu. W Londynie Gorycka jedzie jednak słabo – kończy wyścig w trzeciej dziesiątce. To osobista porażka trenera P., ale nie zamierza dać o sobie zapomnieć.

Wraca do PZKol na początku 2013 r. – wygrywa konkurs na dyrektora sportowego. Prezes Skarul nie ma wyjścia, musi zatrudnić człowieka, którego półtora roku wcześniej zwolnił. Na byłych podopiecznych P. pada blady strach – obawiają się, że człowiek, któremu wypowiedzieli posłuszeństwo, będzie teraz wykorzystywał swoje wpływy i możliwości, by poszukać rewanżu. Skarul wymusza jednak na nowym dyrektorze obietnicę, że nie będzie wtrącał się w sprawy kadry „górali”.

O jechaniu na jednym wózku nie ma jednak mowy. Rafał Hebisz, trener kadry MTB: – Odczuwałem ze strony P. wrogość. Zabiegał o przekazanie większych środków dla kolarzy ze swojej prywatnej grupy. Ja uważałem, że należy przeznaczać je raczej na grupy młodzieżowe, co w końcu się udało dzięki interwencji prezesa Skarula. Poza tym notorycznie podważał moje kompetencje oraz zasadność akcji szkoleniowych. Utrudniał, odmawiał, no a przede wszystkim mógł wpływać na ocenę mojej pracy w Ministerstwie Sportu. Paweł Słomiński, współpracownik ministra Półgrabskiego, powtarzał mi argumenty, które słyszałem wcześniej od P.

Kolarze torowi oczkiem w głowie

Maja Włoszczowska, już bez P., po raz kolejny zostaje wicemistrzynią świata oraz wicemistrzynią olimpijską. Oczkiem w głowie dyrektora sportowego, odseparowanego od kadry MTB, stają się kolarze torowi. Czuwa nad wprowadzeniem do szkółek kolarskich programu identyfikacji talentów, mocno stawia na współpracę z fachowcami z Instytutu Sportu, którzy mają dbać, by do ścigania na torze trafili ludzie z odpowiednimi predyspozycjami. Zawodnicy przechodzą drobiazgowe badania fizjologiczne, są ściśle monitorowani, P. załatwia im testy w tunelu aerodynamicznym w Dreźnie.

Sukcesy przychodzą. P. chwali się osiągnięciami torowców na swoim facebookowym profilu, publikując ich ostatnie medalowe osiągnięcia i eksponując je na tle o wiele mniejszego dorobku reprezentantów Polski w innych kolarskich specjalnościach.

Sprawa napastowania zawodniczek przez trenera P. była dla działaczy wstydliwa. Próbowali zamieść ją pod dywan, co wreszcie skończyło się skandalem – przed rokiem Piotr Kosmala, ówczesny wiceprezes PZKol, opowiedział portalowi Sportowe Fakty o zawodniczkach ofiarach trenera P. Skutkiem był exodus sponsorów z federacji oraz zakręcenie kurka z pieniędzmi przez Ministerstwo Sportu.

Dziś Kosmala nie chce rozmawiać o sprawie, podobnie jak pokrzywdzone zawodniczki oraz współpracownicy trenera P. – To było bagno, nie chcę do tego wracać, mam rodzinę, biznes, dużo mnie kosztowało, by wymazać ten okres z pamięci – rzuca do słuchawki Grzegorz Dziadowiec, asystent trenera P. Niektórzy mają wyrzuty sumienia, że w porę nie wkroczyli, nie zażądali od P. zakończenia dwuznacznych relacji z zawodniczkami. Napomykają też jednak, że trener P. – szczupły, opalony, elegancki, a do tego bardzo wypływowy – imponował podopiecznym. – Pamiętam, że w jednym pokoju na zgrupowaniach mieszkały zawodniczki z grupy Andrzeja i szczerze się nie znosiły. Mówiło się, że powodem jest to, że obie zabiegają o jego względy – opowiada jeden z działaczy. Inna osoba ze środowiska wspomina, jak kiedyś P., już w roli dyrektora sportowego, zjawił się na jednym ze zgrupowań kadry MTB. – Na jego widok dziewczynom zaświeciły się oczy. A o tym, że zamyka się z nimi w pokojach, mówiło się od dawna.

Ci sami ludzie opowiadają jednak o makiawelicznym usposobieniu trenera P., o jego żądzy władzy, parciu na szkło, wybujałym ego, upodobaniu do manipulacji, umiejętnym roztaczaniu wokół siebie aury człowieka, któremu wszystko wolno dzięki potężnym przyjaciołom. Mówi się, że postawienie mu zarzutów oraz trzymiesięczny areszt wskazują, że musiał wpływy tych przyjaciół przeszacować.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Tabletka na HIV przyczyni się do ograniczenia nowych zakażeń?

Osobom prowadzącym ryzykowne życie seksualne marzenie o szczepionce na AIDS zastąpiła praktyka regularnego przyjmowania tabletki.

Paweł Walewski
25.06.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną