Jeleń na bicepsie
Jeleń na bicepsie, czyli moda na scytyjskie tatuaże. Lubią je „schludni barbarzyńcy”
Siergiej Rudenko po raz pierwszy zauważył tatuaże na skórze zmumifikowanego Scyty w latach 40. XX w., gdy prowadził wykopaliska w Pazyryku. Na ramionach i plecach starca z kurhanu 2 widoczne były gołym okiem wizerunki jelenia, kota i ptaka. W kolejnych grobach znaleziono wytatuowane ciała kobiet i mężczyzn, ale ich wzory nie były aż tak wyraźne. Dopiero teraz, dzięki zastosowaniu zdjęć w bliskiej podczerwieni (near-infrared), udało się je wydobyć. Mnóstwo informacji dostarczyło ciało kobiety z kurhanu 5. Jej tatuaże stały się podstawą do analizy techniki, narzędzi i stylistyki, a wizerunki tygrysa, jelenia i gryfa okazały się tak przemyślane, że mogłyby zdobić katalog każdego nowoczesnego studia tatuażu.
Badania zespołu Gino Caspariego z Instytutu Maxa Plancka wykazały, że tatuaże zrobiono z ogromnym wyczuciem – jedne linie szerokie, równomierne, inne cienkie i ostre. Zdjęcia były tak precyzyjne, że rozpoznano dwie różne ręce tatuatorów: jeden był wyraźnie biegły w kompozycji i pracy z ciałem, drugi, bardziej nieśmiały, może dopiero się uczył. Odtworzono wzory, ale też technikę: podskórne wzory robiono metodą hand poking przy użyciu narzędzi z jedną lub wieloma igłami. Zaproszony do projektu współczesny tatuażysta Daniel Riday odtwarzał dawne wzory na sobie, by zrozumieć, jak powstawały. Odkrył, że scytyjscy mistrzowie dysponowali nieznanym wcześniej zestawem narzędzi, a wykonanie takich kompozycji wymagało cierpliwości tatuowanego oraz wprawy i dobrego planowania artysty.
Od jakiegoś czasu wzory koczowników z epoki żelaza, żyjących od Morza Czarnego po Ałtaj, wracają w świecie współczesnego tatuażu. Na Instagramie można znaleźć setki reinterpretacji jeleni z zakrzywionymi rogami, smukłych drapieżników z podwiniętymi łapami czy węży wijących się wokół przedramion.