Miasto aniołów
Miasto aniołów. Meksykańska Puebla urzeka, jest jak galeria pod gołym niebem
Moje ulubione meksykańskie miasto? Puebla! Jest tu dużo spokojniej i bezpieczniej niż w odległej o 2,5 godz. jazdy samochodem stolicy, a spacer kolorowymi uliczkami starówki to prawdziwa uczta dla oczu. Miasto położone 2200 m n.p.m. (to wyżej niż nasz Kasprowy) stanowi też dobrą bazę wypadową na słynne w tym kraju wulkany. Najwyższy z nich, Pico de Orizaba (5636 m), z Puebli widoczny jest tylko przy bardzo dobrej pogodzie, podczas gdy te bliżej położone: Popocatépetl, zwany powszechnie El Popo (5426 m), oraz o 200 m niższy Iztaccíhuatl (czyli Itza), stanowią charakterystyczny element okolicznego krajobrazu.
Jeśli ktoś szuka śladów Azteków, Majów czy innych cywilizacji prekolumbijskich, to jednak nie ten adres – Pueblę założyli Hiszpanie „dopiero” w XVI w. Według lokalnych opowieści jej kształt został wyznaczony przez anioły, które specjalnie w tym celu zstąpiły z niebios. Uhonorowano je w nazwie, która w pełnej, oficjalnej wersji brzmi: „Puebla de los Angeles” (dosłownie: miasto aniołów). Anioły można zobaczyć teraz na przykatedralnym płocie. Trzeba przyznać, że świątyń jest tu wiele, choć jeśli moglibyśmy zwiedzić tylko jedną, to wybór powinien paść na datowaną na 1690 r. Kaplicę Różańcową Kościoła Dominikanów. Nie bez powodu przewodnicy twierdzą, że jest to klejnot meksykańskiego baroku, z dumą dodając, że złoto jest jak najbardziej prawdziwe.
Bardziej od przepychu cennych kruszców urzekła mnie jednak lokalna ceramika. Płytki zwane talavera zdobią fasady domów, kopuły kościołów, uliczne murki, patia kamienic, ceramiczne cudeńka zaś kupuje się jako pamiątki. Chyba że wolimy słodycze, bo i z nich słynie Puebla. Największy ich wybór jest na Calle de los Dulces, czyli ulicy Słodkości. Oprócz ciasteczek wielu rodzajów oferowane są też ajerkoniaki, z których produkcji już kilka wieków temu zasłynęły tutejsze mniszki.