Najlepiej strzeżony winny sekret
Zdradzamy najlepiej strzeżony sekret winiarstwa. Warto sprawdzić, można w ferie
Przyznaję, zgrzeszyłem i ja. Do Włoch jeżdżę od 30 lat – zdarza się, że sześć, siedem razy w roku – ale zawitałem do tej przepięknej doliny pierwszy raz dopiero w listopadzie. Wcześniej nie było okazji, nie składało się, chociaż dostać się tu jest nader prosto: z lotniska w Turynie to godzina jazdy, z popularnej wśród Polaków Malpensy – dwie. Autem z Polski dojedziemy z noclegiem np. w Monachium.
Bo też Dolina Aosty – Valle d’Aosta – rzadko jest na czyjejś „bucket list”. To małe miejsce w Alpach wciśnięte jest między Francję i Piemont; cieszy się w Italii szeroką polityczną autonomią, mówi się tu w obu językach (drogowskazy są po francusku). Historycznie Aosta korzystała ze swojego położenia na jednym z dwóch głównych szlaków między europejskimi potęgami. Po jednej stronie Sabaudia i Lyon, po drugiej – Turyn, Mediolan, Dolina Padu, porty w Ligurii. Do dziś zachowały się tu dziesiątki pięknych średniowiecznych zameczków, z których panowie feudalni kontrolowali handlowy szlak. Oprócz handlu Aosta wzbogaciła się na produkcji soli i wina.
Gdy wjeżdżałem tu autostradą A5 i ujrzałem ośnieżone do połowy szczyty, pomyślałem, że z tymi winnicami to żartują. Przecież to są naprawdę wysokie góry! A jednak winną latorośl uprawia się tu w każdym możliwym miejscu na urokliwych pergolach, korzystając z tego, że dolina leży na wysokości zaledwie 200–500 m, a klimat jest bardzo suchy i słoneczny. Dlatego udają się tu nawet wina czerwone.
Czytaj też: Najlepsze butelki, czyli jakie wina zachwyciły nas w 2025 roku
Podobnie do innych górskich rejonów Aosta ma swoje własne unikatowe odmiany.