Sycylia od zachodu
Sycylia od zachodu. Tu warto zajrzeć: tłumów nie ma, jest się czym zachwycić
To nie była miłość od pierwszego wejrzenia, chociaż wszystko odbyło się według, można powiedzieć, planu, który realizuje większość turystów. Wejście na Etnę, zwiedzanie Taorminy, Palermo oraz oczywiście Syrakuz, słynących ze swojego położenia, architektury i dziedzictwa historycznego. To miejsca najpopularniejsze na wyspie i prawie zawsze ściągają tłumy. Szczególnie w sezonie.
Pojechałam więc któregoś razu – poza sezonem – na zachodnie wybrzeże Sycylii. Znalazłam tam wszystko, co wcześniej, czyli zabytki, dobre jedzenie, piękne plaże. A w bonusie święty spokój.
Warto zacząć od kameralnego Trapani. Z pastelowymi kamienicami ciągnącymi się wzdłuż wybrzeża przypomina trochę słynne sycylijskie miasteczko Cefalu. Stare miasto, z charakterystycznym sierpowatym kształtem wcinającym się w morze, skrywa barokowe kościoły, eleganckie pałace i plątaninę wąskich uliczek – można poczuć autentyczną sycylijską atmosferę, ale bez ciśnienia i przeciskania się między ludźmi. Trapani to portowe miasto na cyplu, taka włoska brama na wybrzeże afrykańskie, co znajduje odzwierciedlenie m.in. na talerzu. Inspirację dla Couscous Trapanese przywieźli na statkach marynarze i handlarze z pobliskich Libii i Tunezji. Potrawa szybko się przyjęła, z małą modyfikacją, bo mięso zastąpiły łatwiej dostępne tutaj ryby i owoce morza.
Miasto jest świetną bazą wypadową na Wyspy Egadzkie, czyli archipelag, w którego skład wchodzą Favignany, Levanzo, Marettimo, małe Formici i bardziej skały niż wyspy – Maraony. Raptem 20 minut promem od Trapani można odetchnąć od miasta. Bo na Wyspach Egadzkich natura nadal gra pierwsze skrzypce.
Czytaj też: