Broń masowego rozproszenia
Broń masowego rozproszenia, czyli Trump ma odklejkę. Objaśniamy nowe słowa
Odklejka to doświadczenie uniwersalne. Przekonuje o tym fakt, że opisywane tu jakiś czas temu hasło „delulu” jest popularne na całym świecie: od USA, poprzez Polskę, aż po Grecję. Tyle że tam – jak osobiście, choć z trudem, odszyfrowywałem – przybrało formę „ντελούλου”. Poza tym odklejka polega na tym samym: wierze w rzeczy nieistniejące lub niemożliwe oraz życiu we własnym świecie. Czyli na wysokim poziomie dezorientacji.
Wprawiać w dezorientację można indywidualnie, można też zbiorowo (najlepiej wiedzą o tym Rosjanie). To jednak Amerykanie stworzyli broń masowej dezorientacji, o czym na forum ekonomicznym w Davos poinformował osobiście ich prezydent Donald Trump, chwaląc się swoją wenezuelską wiktorią: „Dwa tygodnie temu użyliśmy broni, o której nikt nie słyszał. Nie mogli oddać w naszą stronę żadnego strzału, wszystko zostało rozproszone”.
Czytaj też: Jesteś freaky? Tu nie chodzi tylko o szaleństwo. Objaśniamy nowe słowa
Mówiąc o tym ostatnim, Trump użył słowa „discombobulate”, XIX-wiecznego terminu (ang. dezorientować, zbijać z tropu), który wrócił w XXI w. w filmie o Sherlocku Holmesie jako technika dezorientacji za pomocą specjalnego ciosu w uszy. A stąd przeskoczył – w humorystycznym kontekście – do memów i gier wideo. Teraz z kolei trafił do oficjalnego przemówienia prezydenta USA, które samo w sobie mogło być kolejną próbą rozproszenia i odwrócenia uwagi od poważnych problemów wewnętrznych Stanów Zjednoczonych i samego Trumpa. Albo dowodem na odklejkę głowy państwa, co byłoby tym gorsze, że akurat ta z odklejonych postaci ma do dyspozycji cały arsenał broni jeszcze niebezpieczniejszych i bardziej masowych niż „discombobulator”.