Wino tropikalne
Co pić pod palmą? Winiarze zasadzą winorośl wszędzie, gdzie się da
Z palemką można zamówić klasyczne koktajle typu mojito, pińa colada czy margarita (do wyboru ananasowa albo mango). Lub piwo, i to bynajmniej nie „kraftowe”. Fajnie, ale tym z nas, którzy przyzwyczaili się do regularnego odkrywania nowych dionizyjskich smaków, czas się będzie dłużył, bo z win pod palmą dostępne są tylko nudne przemysłowe marki typu australijski Yellow Tail, i to w cenach mocno napompowanych tropikalnymi podatkami. Piwo za równowartość 8 zł, drink za 20 albo kieliszek słabego wina za 30 – wybór narzuca się sam.
Zapobiegliwi flaszki przywiozą ze sobą. Co prawda w dalekich krajach obowiązują limity – zwykle dwa litry na osobę, czyli naciągane trzy butelki – ale rzadko są egzekwowane. Jadąc we dwójkę, można zapakować więc dobrego wina na tydzień. W tropikalnych warunkach nie każdy gatunek się jednak sprawdzi. Radzę unikać win cierpkich, tanicznych, wyraźnie dębowych. Generalnie czerwone się nie sprawdzą, bo też trudno je będzie pić w dobrej temperaturze. (Na Bali miejscowe restauracje podają wino w schłodzonych kieliszkach, a i tak po paru minutach jest ciepłe jak zupa). W cenie natomiast będą wszelaki riesling ze swoją ożywczą kwasowością i cytrusowym nerwem, pełne smaku, śródziemnomorskie wina z ciepłego klimatu typu Santorini, no i szampan, który – jak wiadomo – smakuje zawsze i wszędzie. Do tej uniwersalnej listy dodałbym jeszcze mocno owocowe sauvignon blanc i lekki wytrawny róż. A jeśli nie możemy żyć bez czerwieni – to tę jak najlżejszą, typu beaujolais albo pinot noir (ale raczej z Chile albo Nowej Zelandii niż z Burgundii). No i walizka skompletowana.
Jakież było jednak moje zdziwienie, gdy się okazało, że na Bali… robią wina! Działają tu trzy komercyjne winiarnie: Hatten, Sababay i Cape Discovery, a ich wina na kieliszki i butelki można dostać praktycznie w każdej knajpie.