Prezes McDonalda Chris Kempczinski właśnie oddał swojej firmie niedźwiedzią przysługę. Wzorem kulinarnych influencerów przetestował nową kanapkę przed kamerą, pokazał, jak jest wielka i treściwa. „Holly cow!” (o rety!), zakrzyknął z wystudiowanym zachwytem. Ale wziął skromny kęs, a jego twarz nie zdradzała większych emocji. Teraz język jego ciała studiują internetowi prześmiewcy. Dziwią się, że Kempczinski w nagraniu nazywa burgera „produktem” i sprawia wrażenie – parafrazując polski slogan – jakby jednak nie miał „smaka na maka”.
„Tak wyglądałem, kiedy rodzice kazali mi za dzieciaka zjadać brokuły”, puentują internauci. Powstają fantastyczne parodie z udziałem ludzi (przymuszanych do jedzenia) i zwierząt (konsumujących łapczywie), konkurencja też nie śpi i kpi ochoczo. Kucharze z KFC czy Burger Kinga swoimi burgerami zajadają się ze smakiem.
Sam McDonald raczej nie ucierpi – o kanapce Big Arch momentalnie zrobiło się głośno, wystarczył jeden nieporadny kęs i oddolny ruch w sieci. Ale nauczkę odebrali wszyscy. „Jeśli zamierzasz jeść w internecie, rób to we właściwy sposób” – radzi Ellen Cushing na łamach magazynu „The Atlantic”.
Czytaj też: Załoga pieroga, czyli memy po igrzyskach. Rozdajemy własne medale
Kempczinski nosi się schludnie, biega i ćwiczy, ma polskie korzenie, dyplom MBA z Harvardu, funkcję CEO w McDonald’s pełni od 2019 r. I bliżej mu chyba do Harvardu niż McDonalda. „Jest jak użytkownik LinkedIna, który zabłądził na TikToku”, zbyt elokwentny, formalny, za grzeczny, pisze Cushing.