Zmierzch wielkiego żarcia
Zmierzch wielkiego żarcia, koniec all inclusive? Szwedzkie stoły mogą zniknąć. „Polacy zrozpaczeni!”
Raz w życiu byłam na wczasach all inclusive i do dziś pamiętam piorunujące wrażenie, jakie zrobił na mnie – wtedy dziewczynie z kraju zaledwie dziesięć lat po transformacji – bufet. W egipskim hotelu patrzyłam na stół z deserami zastawiony kilkunastoma rodzajami ciast. Były tam owocowe tarty, brownie, a nawet torty. Nie mogłam uwierzyć, że to wszystko jest dla mnie i nakładałam na talerz kolejne kawałki, a potem siedziałam nad nim smętnie, bo takiej ilości ciasta nie podołałby nawet mistrz w zawodach jedzenia na czas.
Wielkie żarcie to jedna z głównych atrakcji, którymi kuszą turystów takie hotele – obfitość różnorodnego jedzenia, bez wysiłku, na wyciągnięcie ręki. Jednak w praktyce oznacza to także wielkie marnowanie. Szczegółowych danych na dużą skalę brak, jednak z mniejszych opracowań wynika, że na wakacjach all inclusive jedna osoba dziennie marnuje 0,5–1,2 kg jedzenia.
Latem zeszłego roku z tym problemem próbowała rozprawić się Turcja – jeden z krajów, w których jedzenia wyrzuca się najwięcej. Fundacja do spraw Zapobiegania Marnotrawstwu oszacowała, że rocznie do śmieci trafia tam 23 mln ton żywności – 102 kg na osobę. To przerażające liczby, zwłaszcza że kraj zmaga się z wysoką inflacją. Częściowo winne są tradycyjne bufety śniadaniowe (Serpme kahlvalti): na tureckich stołach ląduje z rana kilkanaście talerzyków i miseczek z serami, dżemami, kiszonkami, börkami czy jajami sadzonymi. Niedojedzone produkty trafiają do kosza. Częściowo winne są także bufety w hotelach all inclusive, z których Turcja słynie na cały świat. Kiedy pojawiły się pomysły, by zastąpić je modelem, w którym goście wybierają posiłek z karty, wiele osób się oburzyło. „Czy to koniec wakacji all inclusive w Turcji?