To srogie sroze
To srogie sroze! Czas chwycić byka za rogi i podążyć za myślą Przemysława Czarnka
Czas chwycić byka za rogi i podążyć za myślą Przemysława Czarnka, profesora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, byłego wojewody i ministra, a dziś kandydata na premiera. Tak się bowiem składa, że od razu w pierwszym wystąpieniu w roli kandydata wprowadził do polszczyzny słowo „sroze” w określeniu „OZE-sroze”. Ten przykład tylko pozornie da się zbyć hasłem o lekceważeniu i próbie wyśmiania odnawialnych źródeł energii (OZE). Profesor użył bowiem językowego zabiegu reduplikacji (analogicznie do trele-morele czy czary-mary), a zarazem odwołał się do starego ludowego skojarzenia, w którym poniżeniem jest dla kogoś lub czegoś odwołanie do wypróżniania lub fekaliów.
Stąd cząstki sr- lub sra- doklejane u nas wcześniej w innych konstrukcjach. Zwykle w sytuacjach, gdy mówiący jednym gestem chce coś odrzucić, podważyć lub ośmieszyć, ale brakuje mu merytorycznych argumentów. Albo gdy czuje się bezradny wobec zjawiska. Stąd pojawiająca się czasem „srekologia”, tu w opowieści z platformy X: „Eko srekologia. Wujek mieszka w maleńkiej miejscowości pod lasem. Kilka domów. Wywózka odpadów. Jednego dnia mieszkania prywatne, innego jedno przedsiębiorstwo. W związku z tym, że druga strona ulicy podlega pod inne miasto powtórka, jednego dnia domy, innego przedsiębiorstwo”.
Czytaj też: Ma ktoś strumyk? Czyli objaśniamy nowe słowa
Często jednak taki rodzaj językowego echa ma – przeciwnie – wyśmiać ludzi odrzucających np. naukę. „Z jednej strony niby inżynier, a z drugiej, że nauka srauka i fizyka nie będzie Ci mówić, co masz robić” – czytamy na forum audiofilskim.