Café po wiedeńsku
Café po wiedeńsku. Dlaczego austriackie kawiarnie przeżywają takie oblężenie?
Do Café Central chadzali Freud, Trocki i Zweig, a także Peter Altenberg – austriacki pisarz i członek wiedeńskiej bohemy. Ten ostatni podobno spędzał tu tyle czasu, że do lokalu doręczano mu listy i… pranie. Central to do dziś jedna z najpiękniejszych wiedeńskich kawiarni; sklepienia wspierają się na kolumnach ze zdobnymi kapitelami, przy stolikach z marmurowymi blatami stoją krzesła z oparciami z giętego drewna, a nad wszystkim unosi się duch CK monarchii. To charakterystyczny wystrój tradycyjnych wiedeńskich lokali kawowych.
Niestety, znam go tylko ze zdjęć. Gdy przychodzę do Café Central, przed wejściem zastaję długą kolejkę turystów. Na kawiarnianym fanpage’u czytam, że są tacy, którzy czekają w niej półtorej godziny – i twierdzą, że warto. W końcu – jak mawiają Wiedeńczycy – „są kawiarnie i jest Café Central”. Ja jednak odpuszczam i ruszam do Hawelki. Nie mam większych nadziei – założony w 1936 r. lokal jest znacznie mniejszy od Central – ale okazuje się, że los mi sprzyja: czeka na mnie jeden ze stolików przy oknie. Już po chwili kelner w białej koszuli i czarnej muszce podaje mi kawę melange, czyli wiedeński odpowiednik cappuccino.
Nazajutrz odwiedzam Café Schwarzenberg, która reklamuje się jako najstarsza kawiarnia przy Ringu – XIX-wiecznym bulwarze okalającym starówkę. Choć wystrój pochodzi z czasów dwudziestolecia międzywojennego, to ma w sobie XIX-wieczny charme. Uwagę przyciąga elegancki mężczyzna czytający gazetę – stojak z prasą, na którym aktualne wydania wiszą wsunięte w drewniane uchwyty, to część kawiarnianej tradycji. Prócz niego widzę jednak głównie przyjezdnych.
Czytaj też: